Napięcie na Bliskim Wschodzie szybko przełożyło się na notowania surowców. Jak podaje Bankier.pl, ropa gwałtownie drożeje w reakcji na wymianę ciosów między USA a Iranem.

Skok cen ropy

Wzrosty są wyraźne. Ropa Brent, będąca europejskim punktem odniesienia, zdrożała o 3,20 procent, do 76,53 dolara za baryłkę. Amerykańska WTI zyskała 3,22 procent i kosztowała 72,71 dolara za baryłkę.

Jak na rynek surowcowy, gdzie większość sesji przynosi zmiany rzędu ułamka procenta, ruch o ponad trzy procent w jednym momencie jest znaczący. To miara tego, jak mocno inwestorzy przestraszyli się eskalacji.

Widmo cieśniny Ormuz

Za nerwową reakcją stoi konkretne ryzyko. Iran w poniedziałek zaatakował statki, a w nocy z wtorku na środę Stany Zjednoczone uderzyły w ponad 80 irańskich celów. Teheran zapowiedział „miażdżącą” odpowiedź.

Kluczowa jest geografia. Przez cieśninę Ormuz przepływa znaczna część światowego handlu ropą, więc każde zagrożenie dla żeglugi w tym rejonie natychmiast podnosi ceny surowca. Rynek wycenia dziś nie tyle faktyczne przerwanie dostaw, ile rosnące prawdopodobieństwo takiego scenariusza.

Reakcja innych rynków

Ciekawie zachowały się pozostałe aktywa. Złoto, tradycyjnie uważane za bezpieczną przystań, nieznacznie potaniało, o 0,53 procent, do 4135,19 dolara. To pokazuje, że reakcja inwestorów skupiła się głównie na ropie, a nie na klasycznej ucieczce do metali szlachetnych.

Na rynku walutowym złoty pozostał stabilny. Kurs dolara wobec złotego lekko się obniżył, do 3,77 złotego, a euro do 4,30 złotego. Wcześniejsza sesja na głównych parkietach zakończyła się natomiast spadkami: niemiecki DAX stracił 1,37 procent, amerykański NASDAQ 1,16 procent, a S&P 500 0,45 procent.

Co dalej z cenami

Analitycy studzą pochopne prognozy. Jak zauważa cytowana przez Bankier.pl Becca Wasser z Bloomberg Economics, dotychczasowe potyczki miały charakter powtarzalnego rytuału, często rozgrywanego wtedy, gdy rynki są zamknięte.

Dalszy kierunek cen zależy więc od tego, czy konflikt faktycznie zagrozi transportowi ropy, czy pozostanie na poziomie wymiany ciosów i ostrych deklaracji. Dla gospodarek importujących surowiec, w tym Polski, każdy trwalszy wzrost cen ropy oznacza jednak ryzyko wyższych kosztów paliw i presji na inflację.