Debata o przyczynach niskiej dzietności zyskała nowy wątek. Jak opisuje Rzeczpospolita, z badań wynika, że spadek liczby urodzeń wiąże się z odchodzeniem ludzi od Kościoła.

Fińskie dane pod lupą

Analizę przeprowadził zespół kierowany przez Henrika-Alexandra Schuberta z Instytutu Badań Demograficznych Maxa Plancka, a wyniki ukazały się w czasopiśmie „Social Science Research”. Badacze sięgnęli po fińskie rejestry administracyjne z lat 1995–2019, a jako obiektywny miernik przynależności religijnej wykorzystali podatek kościelny.

To istotny szczegół metodologiczny. Zamiast opierać się na deklaracjach, naukowcy śledzili realną, formalną przynależność do Kościoła, co ogranicza ryzyko, że ktoś zawyża lub zaniża swoją religijność w ankiecie.

Wierzący mają więcej dzieci

Wyniki są czytelne. Wśród osób niezrzeszonych religijnie wskaźnik urodzeń spadł do poziomu bliskiego jednemu dziecku na kobietę w 2019 roku. U członków Kościoła państwowego spadek również następował, ale znacznie wolniej.

Co więcej, symulacja pokazała, że gdyby odsetek osób należących do Kościoła pozostał na poziomie z 2000 roku, ogólny wskaźnik urodzeń byłby w 2019 roku wyższy. Innymi słowy, sama zmiana struktury religijnej społeczeństwa część spadku dzietności potrafi wyjaśnić.

Samonapędzająca się pętla

Autorzy opisują mechanizm, który sami nazywają samonapędzającą się pętlą. Postępująca sekularyzacja sprawia, że ubywa par, w których oboje partnerzy są wierzący.

Osoby religijne coraz częściej wiążą się z niewierzącymi, a związki mieszane mają statystycznie mniej dzieci. Mniej dzieci wychowywanych w religijnie zaangażowanych domach oznacza z kolei mniej przyszłych wiernych, i cały cykl się powtarza, wzmacniając zarówno spadek religijności, jak i spadek urodzeń.

Ostrożnie z prostymi wnioskami

Badanie nie twierdzi, że religia jest jedyną czy najważniejszą przyczyną kryzysu demograficznego. Na dzietność wpływają przecież warunki ekonomiczne, dostęp do mieszkań, model życia, edukacja czy sytuacja kobiet na rynku pracy. Religijność jest tu jednym z czynników, a nie prostym wytłumaczeniem całości.

Wyniki z Finlandii są jednak ciekawym punktem odniesienia także dla krajów takich jak Polska, które mierzą się z niską dzietnością i jednoczesnym osłabianiem praktyk religijnych. Pokazują, że procesy kulturowe i demograficzne bywają ze sobą splecione mocniej, niż podpowiadałaby sama ekonomia.