Konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Iranem wszedł w kolejną, groźną fazę. Jak informuje Rzeczpospolita, Iran przystąpił do działań odwetowych po amerykańskich uderzeniach, kierując drony i pociski w stronę państw Zatoki Perskiej.

Alarm w Kuwejcie i Bahrajnie

Skutki irańskiej odpowiedzi najszybciej odczuły kraje sąsiednie. W Kuwejcie i Bahrajnie zawyły syreny alarmowe. Kuwejckie wojsko informowało o odpieraniu wrogich dronów i pocisków, a resort spraw zagranicznych Bahrajnu potwierdził alarm i wezwał mieszkańców do szukania bezpiecznego schronienia.

Iranowi udało się też, według doniesień, zestrzelić amerykańskiego drona rozpoznawczego MQ-9 Reaper nad południem kraju. To pokazuje, że Teheran nie ograniczył się do deklaracji, lecz podjął konkretne działania militarne.

„Nie ulegniemy”

Ton irańskich władz jest wyjątkowo stanowczy. Przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf oświadczył, że era zastraszania i wymuszania dobiegła końca, i podkreślił, że Iran się nie ugnie.

Ghalibaf oskarżył Stany Zjednoczone o złamanie zawieszenia broni podpisanego 17 czerwca. Na liście zarzutów znalazły się między innymi napięcia w cieśninie Ormuz, groźby pod adresem Iranu, przywrócone sankcje na ropę oraz uderzenia na cele na południu kraju. Irańskie dowództwo wojskowe zapowiedziało z kolei „miażdżącą odpowiedź” na to, co określiło jako otwarty akt agresji.

Rozkaz wydany w Ankarze

Nowe światło na amerykańską operację rzuca relacja TVN24, która powołuje się na ustalenia portalu Axios. Zgodnie z nimi prezydent Donald Trump zaakceptował plan uderzeń i wydał rozkaz jego przeprowadzenia podczas pobytu w Turcji, na szczycie NATO w Ankarze.

W gronie towarzyszących mu osób mieli być sekretarz obrony Pete Hegseth, sekretarz stanu Marco Rubio, sekretarz skarbu Scott Bessent oraz generał Dan Caine. To istotny szczegół, bo pokazuje, że decyzja o eskalacji zapadła na najwyższym szczeblu, w trakcie sojuszniczego szczytu.

Skala uderzeń

Amerykańskie ataki, na które odpowiada teraz Iran, miały bardzo szeroki zasięg. Uderzono w ponad 80 celów na południu Iranu, w tym w systemy obrony powietrznej, sieci dowodzenia i kontroli, przybrzeżne stacje radarowe oraz zdolności rażenia pocisków przeciwokrętowych.

Wśród celów znalazło się także ponad 60 małych łodzi Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej w cieśninie Ormuz. Według doniesień operacja była cztery do pięciu razy większa pod względem skali i siły rażenia od wcześniejszych uderzeń. Media informowały, że kilka osób zostało rannych od odłamków, nie podano jednak dokładnej liczby ofiar.

Widmo szerszej wojny

Wymiana ciosów między Waszyngtonem a Teheranem, i wciąganie w nią państw Zatoki Perskiej, to scenariusz, przed którym od dawna ostrzegali analitycy. Każde kolejne uderzenie zwiększa ryzyko, że lokalny konflikt przerodzi w regionalną wojnę o trudnych do przewidzenia skutkach, także dla światowych rynków ropy. Na razie obie strony licytują się na twarde deklaracje, a przestrzeń do deeskalacji wyraźnie się kurczy.