To wyścig z czasem — bo osób, których sprawa dotyczy, z każdym rokiem jest coraz mniej.
200 mln euro — za mało?
Jak opisują polskie media, powołując się na „Süddeutsche Zeitung”, niemiecki rząd zaproponował przeznaczenie 200 mln euro na świadczenia dla wciąż żyjących polskich ofiar nazizmu. Strona polska uznaje tę kwotę za symboliczną i niewspółmierną do skali cierpień. Żyjących ofiar pozostało już tylko około 50 tysięcy — i grono to nieuchronnie się kurczy.
Polska kontrpropozycja
Zamiast jednorazowej, niewielkiej wypłaty Warszawa proponuje świadczenia powtarzalne. Jak podaje Dziennik.pl, mowa o kwocie rzędu 10 tys. złotych rocznie dla każdej żyjącej ofiary, wypłacanej za pośrednictwem Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie". Według szacunków w pierwszym roku kosztowałoby to Niemcy około 100 mln euro, a łącznie — z uwzględnieniem długości życia uprawnionych — w okolicach 300 mln euro.
Głos niemieckiej prasy
Krytyka płynie także z samych Niemiec. Wpływowy dziennik „Süddeutsche Zeitung" w mocnych słowach ocenił postawę rządu w Berlinie — pisząc, że im dłużej Niemcy zwodzą polskie ofiary, tym większa staje się „hańba". To istotny głos: nie chodzi o polsko-niemiecki spór polityczny, lecz o ocenę formułowaną wewnątrz niemieckiej debaty publicznej.
„Polska może zapłacić sama”
Premier Donald Tusk zasygnalizował, że jeśli Berlin nie zdecyduje się na gest, Polska rozważa wypłatę świadczeń dla swoich ofiar z własnego budżetu. To deklaracja, która ma wywrzeć presję na stronę niemiecką, ale w kraju budzi spory — część komentatorów i polityków uważa, że Polska nie powinna ponosić kosztów za niemieckie zbrodnie. (Ostateczne stanowiska i kwoty pozostają przedmiotem negocjacji.)
Historyczne tło
To nie pierwsza taka inicjatywa. Na mocy porozumienia z początku lat 90. powołano Fundację „Polsko-Niemieckie Pojednanie", przez którą do polskich ofiar trafiły znaczące środki (rzędu setek milionów ówczesnych marek). Obecny spór pokazuje jednak, że temat rozliczeń z II wojną światową wciąż pozostaje otwarty — a dla najstarszych ofiar liczy się przede wszystkim czas. Każdy miesiąc zwłoki sprawia, że „humanitarny gest", o którym mówi się od lat, może nie zdążyć do wszystkich, których miał objąć.



