Aparatura, która ma wykrywać ruchy skorupy ziemskiej, w niedzielną noc zapisała coś zupełnie innego. W kilku hiszpańskich miastach czujniki drgań odnotowały sygnały układające się dokładnie w rytm finału mistrzostw świata.

Trzy momenty

Dane pochodzące z sieci Krajowego Instytutu Geograficznego oraz katalońskiego Instytutu Geologicznego i Kartograficznego przeanalizowali badacze z ośrodka Geociencias Barcelona. Sygnały pojawiły się między innymi w Algeciras, Barcelonie, Kadyksie i Granadzie, o czym informuje Onet.

Wyróżniono trzy wyraźne wzrosty aktywności. Pierwszy po golu Ferrana Torresa w dogrywce. Drugi po trafieniu, które zostało później anulowane po interwencji VAR. Trzeci, najsilniejszy ze wszystkich, po końcowym gwizdku.

Ta sekwencja jest sama w sobie ciekawa. Krótszy sygnał po anulowanej bramce odpowiada temu, co się wtedy działo na trybunach i w mieszkaniach: radość wybuchła i po chwili została przerwana. Zapis drgań gruntu odtworzył emocje z dokładnością, jakiej nie oddaje żadna statystyka meczowa.

Dlaczego ziemia w ogóle drga

Mechanizm jest prosty. Kilkadziesiąt tysięcy osób podskakujących w tej samej sekundzie przekazuje do podłoża impuls, który rozchodzi się jako fala. Sejsmometry są na tyle czułe, że rejestrują drgania o amplitudzie znacznie poniżej progu odczuwalnego przez człowieka.

Zjawisko nosi nazwę sejsmiczności indukowanej, czyli wywołanej działalnością człowieka. Do tej samej kategorii zalicza się drgania powodowane przez ruch ciężkich pojazdów, prace wiertnicze czy koncerty.

Czego to nie jest

Warto powiedzieć jasno, bo określenie „trzęsienie ziemi" pojawia się w tym kontekście regularnie i wprowadza w błąd.

Prawdziwe trzęsienie ziemi to gwałtowne rozładowanie naprężeń w skorupie ziemskiej, obejmujące obszar liczony w kilometrach i sięgające w głąb. Podskakujący kibice generują wyłącznie drgania powierzchniowe, które wygasają w promieniu najbliższego otoczenia i nie mają żadnego związku z ruchami płyt tektonicznych.

Innymi słowy: sejsmograf zarejestrował coś prawdziwego, ale nie było to zjawisko geologiczne. To raczej dowód czułości aparatury niż siły tłumu.

Ile to było w skali

Tu trzeba uczciwie przyznać, że nie wiadomo. W dostępnych doniesieniach nie podano wartości magnitudy zarejestrowanych sygnałów.

Ostrożność jest tu wskazana także z innego powodu. Skala magnitudy jest logarytmiczna, więc różnica jednego stopnia oznacza dziesięciokrotnie większą amplitudę. Podawane czasem porównania w rodzaju „kibice wywołali trzęsienie o sile dwóch stopni" bywają efektowne i mylące, bo zestawiają zjawiska o zupełnie innej naturze i głębokości źródła.

To nie pierwszy raz

Rejestrowanie drgań wywołanych przez publiczność zdarzało się wcześniej przy wielkich wydarzeniach sportowych i muzycznych. Zjawisko doczekało się nawet własnych opracowań naukowych, bo daje badaczom coś rzadkiego: kontrolowane, powtarzalne źródło drgań o znanym momencie wystąpienia.

Dla sejsmologów to okazja do kalibrowania sieci pomiarowych i sprawdzania, jak sygnał rozchodzi się w konkretnym podłożu miejskim. Wiedza pozornie błaha, w praktyce przydatna przy ocenie, jak zabudowa reaguje na drgania.

Zapis, który zostaje

Ze wszystkich pamiątek po tym finale ta jest chyba najbardziej osobliwa. Wynik meczu zapisano w tabelach, gole na wideo, a euforię, wraz z jej dokładnym rozkładem w czasie, w archiwach dwóch instytutów geologicznych.

Jest w tym coś ujmującego: instrumenty zbudowane po to, żeby ostrzegać przed katastrofami, tej nocy odnotowały wyłącznie ludzką radość.