Za cenę mieszkania w większym polskim mieście można kupić w Niemczech kilkanaście domów naraz. Oferta brzmi jak żart, ale jest prawdziwa. Podobnie jak powód, dla którego nikt się na nią dotąd nie skusił.
Co jest w ofercie
Chodzi o osadę Larneg w gminie Kamsdorf, w powiecie Saalfeld-Rudolstadt w Turyngii. Szczegóły podaje Rzeczpospolita.
W skład nieruchomości wchodzi około 24 tysięcy metrów kwadratowych gruntu, piętnaście parterowych domów z kamienia, każdy o powierzchni mniej więcej stu metrów, oraz nowszy budynek o powierzchni trzystu metrów, dawna stołówka i świetlica. Jest przyłącze wody i prądu oraz szambo.
Cena wywoławcza to 390 tysięcy euro, czyli około 1,7 miliona złotych. W przeliczeniu daje to mniej więcej sto tysięcy złotych za dom wraz z ziemią.
Stan techniczny
Zanim ktokolwiek zacznie liczyć, ile to za metr, trzeba dodać rzecz istotną. Wszystkie budynki stoją puste i znajdują się w stanie surowym zamkniętym, czyli nie nadają się do zamieszkania bez gruntownego remontu.
Doprowadzenie piętnastu domów do stanu używalności to koszt wielokrotnie przewyższający cenę zakupu. Sama nieruchomość jest tania, natomiast całe przedsięwzięcie już nie.
Prawdziwy problem
Najpoważniejsza przeszkoda nie ma jednak charakteru budowlanego, tylko administracyjny, i jest nietypowa nawet jak na niemieckie realia.
Osada nie znajduje się obecnie w granicach administracyjnych żadnej gminy. Sprzedający wprost mówi, że to był główny powód niepowodzenia jego planów: bez przynależności gminnej nie da się uzyskać pozwoleń na budowę. Sytuację komplikują dodatkowo strefy ochronne w pobliżu tamy.
Obecny właściciel kupił nieruchomość w 2014 roku, zamierzając stworzyć tam zamknięte osiedle mieszkaniowe. Po dwunastu latach sprzedaje ją, nie doprowadziwszy przedsięwzięcia do końca. Twierdzi wprawdzie, że lokalne władze zadeklarowały ostatnio wolę uregulowania statusu prawnego terenu, ale to na razie deklaracja, a nie decyzja.
Dla kogo taka oferta
Kupujący musiałby dysponować gotówką, cierpliwością liczoną w latach i zdolnością prowadzenia postępowań administracyjnych w obcym kraju i języku. Bank raczej nie sfinansuje nieruchomości, na której nie wolno budować.
Możliwe, że rozsądniejsze byłyby zastosowania niewymagające zmiany przeznaczenia terenu: turystyczne, warsztatowe czy artystyczne. Ale i one wymagają najpierw wyjaśnienia, do jakiej gminy ten teren właściwie należy.
Szersze tło
Ta oferta nie jest ewenementem, lecz przykładem zjawiska. Wschodnie landy Niemiec od zjednoczenia wyludniają się, a upadek przemysłu i odpływ młodych do zachodnich miast zostawił po sobie zabudowania, na które nie ma nabywców.
Warto to odnotować, bo dotyczy również nas. Podobne procesy zachodzą w wielu polskich gminach, tyle że u nas rzadko kończą się wystawieniem całej osady na sprzedaż jednym ogłoszeniem. Niemiecka oferta jest tego samego zjawiska wersją skrajną i przez to dobrze widoczną.
A pytanie, które za nią stoi, jest uniwersalne. Co zrobić z infrastrukturą zbudowaną dla ludzi, którzy już tam nie mieszkają, i czy w ogóle warto ją ratować.



