Atrakcyjna oferta pracy od nieznanej firmy konsultingowej, zainteresowanej twoją wiedzą o polityce obronnej? Według zachodnich służb może to być coś więcej niż headhunting.
Rzadkie wspólne ostrzeżenie
Agencje bezpieczeństwa USA, Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii — tworzące sojusz wywiadowczy Five Eyes (Pięcioro Oczu) — opublikowały wspólny komunikat pod hasłem „Safeguarding our Secrets" (Ochrona naszych tajemnic). Jak relacjonuje Onet, tak skoordynowany, jawny alarm wszystkich pięciu partnerów naraz należy do rzadkości. Stoją za nim m.in. amerykańskie FBI i brytyjski kontrwywiad MI5.
Jak działa werbunek
Przekaz służb jest jednoznaczny: chiński wywiad prowadzi zakrojoną na skalę przemysłową operację werbowania informatorów przez ogólnodostępne platformy. Jak opisuje South China Morning Post, oficerowie wywiadu lub działające na ich zlecenie osoby podszywają się pod pracowników firm konsultingowych i agencji rekrutacyjnych, zamieszczając na LinkedIn, Indeed czy Upwork ogłoszenia dla analityków polityki zagranicznej i obronności.
Mechanizm jest wieloetapowy. Po wstępnej selekcji rozmowy przenoszą się na szyfrowane komunikatory, a kandydat dostaje propozycję przygotowania „próbnego raportu" za wynagrodzeniem. Każdy kolejny krok to coraz bardziej wrażliwe pytania i wyższe stawki. Szef MI5 określił skalę procederu jako „eksploatację na poziomie przemysłowym"; już w 2021 roku brytyjska agencja ostrzegała, że chińskie służby skontaktowały się w podobny sposób z dziesiątkami tysięcy Brytyjczyków.
Kto jest na celowniku
Najbardziej narażeni są obecni i byli pracownicy resortów obrony, spraw zagranicznych i wojska z poświadczeniami bezpieczeństwa, a także analitycy think tanków i akademicy z pośrednim dostępem do wrażliwych danych. Komentatorzy zwracają uwagę, że pula potencjalnych celów wzrosła po masowych zwolnieniach w amerykańskiej administracji — na rynek pracy trafiły tysiące osób wciąż posiadających aktywne dopuszczenia do tajemnic.
Pekin: to wy szpiegujecie świat
Chiny stanowczo odrzuciły zarzuty. Przedstawiciel chińskiej ambasady w Londynie nazwał raport „całkowicie fałszywym" i „złośliwym oszczerstwem", a rzeczniczka MSZ Mao Ning oświadczyła, że to sam sojusz Five Eyes „od lat prowadzi działalność szpiegowską na całym świecie". To stały schemat: ilekroć zachodnie agencje ujawniają kampanie przypisywane chińskim służbom, Pekin odpowiada, że USA i ich sojusznicy sami prowadzą operacje wywiadowcze na ogromną skalę.
Sygnał podwójny
Wspólne ostrzeżenie ma dwa cele. Pierwszy jest prewencyjny — uświadomić zagrożenie osobom, które mogą zostać zwerbowane, zanim nieświadomie ujawnią tajemnice. Drugi to dyplomatyczny sygnał: mimo oficjalnych gestów odprężenia w relacjach Waszyngtonu i Pekinu sojusz jednomyślnie pokazuje, że monitoruje chińskie operacje i jest gotów piętnować je publicznie. Dla zwykłego użytkownika sieci morał jest prosty — wobec nieoczekiwanie hojnych ofert współpracy warto zachować czujność.



