Polski spór o odznaczenie dla prezydenta Ukrainy znalazł kontynuację u południowych sąsiadów — choć na razie tylko w formie postulatu.
Czeski postulat
Jak podaje Rzeczpospolita, z inicjatywą odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Białego Lwa — najwyższego czeskiego odznaczenia państwowego — wystąpił polityk Jindřich Rajchl, związany z ugrupowaniem SPD (Wolność i Demokracja Bezpośrednia). Zapowiedział, że zwróci się do koalicji rządzącej, by czeski parlament zaapelował w tej sprawie do prezydenta Petra Pavla.
To kluczowe zastrzeżenie: chodzi o propozycję pojedynczego polityka i jego ugrupowania, a nie o stanowisko całego czeskiego rządu ani głowy państwa. Decyzja w sprawie odznaczeń należy do prezydenta.
Polski precedens
Rajchl wprost powołuje się na to, co wydarzyło się w Polsce. 19 czerwca prezydent Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego — najwyższe polskie odznaczenie. Bezpośrednim powodem był ukraiński dekret, na mocy którego jedną z jednostek sił specjalnych nazwano „Bohaterami UPA”.
Dlaczego UPA budzi emocje
Odwołanie do Ukraińskiej Armii Powstańczej to dla wielu Polaków i Czechów punkt zapalny. Dla części Ukraińców UPA pozostaje symbolem walki o niepodległość, ale w polskiej pamięci historycznej jest przede wszystkim odpowiedzialna za rzeź wołyńską i mordy w Galicji Wschodniej w latach 1943–1945, w których zginęło około stu tysięcy polskich cywilów. To ten kontekst sprawia, że honorowanie symboliki UPA wywołuje w regionie tak ostre reakcje.
Bariera prawna
Nawet gdyby pomysł zyskał poparcie, jego realizacja jest mało prawdopodobna. Jak zauważa Radio Prague International, czeskie prawo pozwala odebrać odznaczenie państwowe zasadniczo tylko po prawomocnym wyroku skazującym za umyślne przestępstwo, z karą co najmniej dwóch lat więzienia. W przypadku Zełenskiego takie przesłanki nie zachodzą, więc formalne odebranie orderu byłoby trudne do przeprowadzenia.
Gest polityczny
W praktyce czeska inicjatywa ma więc wymiar przede wszystkim symboliczny i polityczny. Order Białego Lwa Zełenski otrzymał wcześniej za przywództwo w obliczu rosyjskiej agresji; dziś ten sam gest stał się przedmiotem sporu. Pomysł pokazuje, jak kwestia historycznej pamięci o UPA potrafi rozchwiać relacje nawet z krajami, które konsekwentnie wspierają Ukrainę — i jak łatwo polski precedens staje się punktem odniesienia w debacie u sąsiadów.



