W Budapeszcie odbyła się parada, która jeszcze rok temu była nie do pomyślenia bez konfrontacji z władzą. Tym razem rząd nie tylko jej nie zakazał — wsparł ją.

Zmiana o 180 stopni

Jak podaje TVN24, tegoroczna Parada Równości przeszła przez Budapeszt 27 czerwca — i, w przeciwieństwie do poprzedniej edycji, nie została zakazana przez policję, a jej organizację poparł nowy rząd Pétera Magyara. Rok wcześniej, jeszcze za rządów Viktora Orbána, marsz odbył się mimo policyjnego zakazu. To właśnie ten kontrast najlepiej oddaje skalę politycznej zmiany na Węgrzech.

Marsz w upale

Uczestnicy maszerowali w czasie europejskiej fali upałów, przy temperaturze sięgającej niemal 40 stopni. Organizatorzy zadbali o zaplecze — rozstawiono karetki i zaangażowano ponad dwustu wolontariuszy. W tłumie powiewały tęczowe flagi; część osób niosła wizerunki byłego premiera Orbána, podkreślając, jak bardzo zmieniła się sytuacja po jego odejściu od władzy.

„Brak zakazu to nie wszystko”

Mimo świątecznej atmosfery uczestnicy podkreślali, że zmiana ma na razie wymiar przede wszystkim praktyczny — parada mogła się odbyć swobodnie i pod ochroną — a nie pełny przełom prawny. W rozmowach z mediami powtarzało się hasło, że „potrzebna jest prawdziwa równość”, obejmująca m.in. prawa do małżeństwa i adopcji. To sygnał, że społeczność LGBTQ+ oczekuje od nowych władz konkretnych reform, a nie tylko zniesienia atmosfery wrogości.

Symboliczne otwarcie

Przez lata węgierska społeczność LGBTQ+ funkcjonowała pod presją coraz surowszego prawa i wrogiego przekazu rządzących. Tegoroczna parada — odbyta bez zakazu i z poparciem rządu — to przede wszystkim symboliczne otwarcie nowego rozdziału. Droga do pełnej równości prawnej pozostaje jednak długa, a kolejne miesiące pokażą, czy deklaratywna życzliwość władz przełoży się na zmianę przepisów.