Najmocniejsze świadectwa historyczne to często te, które padają wbrew intencjom autora. Tak właśnie jest z jedną z najsłynniejszych wzmianek o Jezusie spoza Biblii.
Neron szuka winnego
W 64 roku n.e. Rzym płonął przez wiele dni, a zniszczona została większość dzielnic miasta. Gdy plotki obarczyły winą cesarza Nerona, ten potrzebował kozła ofiarnego — i wskazał chrześcijan, nową, nieufnie postrzeganą wspólnotę. O tych wydarzeniach, około 116 roku n.e., napisał Publiusz Korneliusz Tacyt w swoim dziele „Roczniki” (łac. Annales), jak opisuje Rzeczpospolita.
Trzy fakty w kilku słowach
Wyjaśniając, kim są chrześcijanie, Tacyt zapisał, że „sprawca tej nazwy, Chrystus, za panowania Tyberiusza poniósł karę śmierci z wyroku prokuratora Poncjusza Piłata”. W kilku słowach historyk podał trzy konkretne informacje: istniała postać zwana Chrystusem, została stracona, a wyrok wydał Poncjusz Piłat za rządów Tyberiusza. Kontekst jest przy tym jednoznacznie wrogi — Tacyt nazywa chrześcijaństwo „zgubnym zabobonem”.
Dlaczego niechętny świadek waży więcej
I właśnie ta wrogość jest dla badaczy kluczowa. W metodzie historycznej zeznanie świadka działającego wbrew własnym sympatiom ma większą moc dowodową — Tacyt nie miał żadnego interesu w uwiarygadnianiu chrześcijańskich opowieści. Podane przez niego dane pokrywają się z chronologią: Piłat rzeczywiście rządził Judeą w pierwszej połowie I wieku, co potwierdza m.in. odkryta w 1961 roku inskrypcja z Cezarei Nadmorskiej. Jak wskazuje encyklopedyczne omówienie, autentyczność samego fragmentu jest niemal powszechnie akceptowana przez specjalistów.
Tacyt nie był sam
Wzmianka z „Roczników” to najczęściej przywoływane, ale nie jedyne świadectwo spoza Biblii. Pliniusz Młodszy pisał do cesarza o chrześcijanach „śpiewających hymny do Chrystusa jak do boga”, a żydowski historyk Józef Flawiusz wspomniał „Jezusa zwanego Chrystusem” przy opisie śmierci Jakuba. Te niezależne źródła nie rozstrzygają kwestii wiary, ale potwierdzają, że ruch skupiony wokół Jezusa istniał i był rozpoznawalny już w I wieku.
Gdzie kończy się historia
Warto postawić granicę, której nauka nie przekracza. Tacyt potwierdza, że na początku I wieku żył i poniósł śmierć człowiek zwany Chrystusem, a jego naśladowcy tworzyli wspólnotę widoczną w Rzymie już w latach 60. Kwestie boskości czy zmartwychwstania to już domena teologii i wiary, nie metody historycznej. Rzymski historyk, gardząc chrześcijanami, nieumyślnie zostawił po nich twardy ślad: imię, czas, miejsce i wyrok.



