Wśród tysięcy znanych już egzoplanet niektóre przyciągają szczególną uwagę — bo są blisko i bo teoretycznie mogłyby nadawać się do życia. Właśnie takim obiektem zajął się zespół amerykańskich astronomów.

Sąsiadka w kosmicznej skali

Jak informuje Uniwersytet Kalifornijski w Irvine, planeta GJ 3378 b krąży wokół czerwonego karła Gliese 3378 w gwiazdozbiorze Żyrafy, w odległości około 25 lat świetlnych od Ziemi. W kosmicznej skali to naprawdę niedaleko — jeden z bliższych nam układów planetarnych.

To tzw. superziemia: planeta skalista większa od Ziemi, ale mniejsza od gazowych olbrzymów. Według nowych ustaleń jej masa to około 2,3 masy Ziemi, a pełne okrążenie gwiazdy zajmuje jej 21,45 dnia. Co istotne, planeta znajduje się w tzw. strefie zamieszkiwalnej (ang. habitable zone) — obszarze, w którym docierające do niej promieniowanie pozwala teoretycznie na istnienie wody w stanie ciekłym.

Doprecyzowane, a nie odkryte od zera

Warto zaznaczyć, że badanie zespołu dr. Paula Robertsona z UC Irvine, opisane w pracy zatytułowanej „A Revised Mass and Period for the Habitable Zone super-Earth GJ 3378b”, nie jest pierwszym sygnałem istnienia tej planety. Jak wskazuje sam tytuł (słowo revised — poprawiony), naukowcy zweryfikowali i uściślili wcześniejsze szacunki dotyczące masy i okresu obiegu. Do pomiarów wykorzystali precyzyjne spektrografy: HPF na Teleskopie Hobby-Eberly'ego w Teksasie oraz NEID na teleskopie WIYN w Arizonie.

Astronomowie nie obserwowali planety bezpośrednio — jest na to zbyt mała i zbyt odległa. Zamiast tego zmierzyli delikatne „drżenie” gwiazdy wywołane grawitacyjnym oddziaływaniem krążącej wokół niej planety (metoda prędkości radialnych).

Kluczowe pytanie: atmosfera

Najciekawsze w tej historii jest to, czego jeszcze nie wiemy. GJ 3378 b leży, jak ujmują to naukowcy, na „kosmicznej linii brzegowej” (phys.org) — czyli na granicy między planetami zdolnymi zatrzymać atmosferę a tymi, które tracą ją pod wpływem promieniowania gwiazdy. Czerwone karły, choć niepozorne, potrafią emitować silne rozbłyski, które z czasem mogą „zdmuchnąć” gazową otoczkę planety.

To, po której stronie tej granicy znajduje się GJ 3378 b, pozostaje otwartym pytaniem. A od odpowiedzi zależy bardzo wiele: bez atmosfery szanse na jakiekolwiek życie praktycznie znikają.

Co dalej

Rozstrzygnięcie przyniosą dopiero przyszłe obserwacje. Naukowcy wiążą nadzieje z planowanym przez NASA Obserwatorium Światów Zamieszkiwalnych (Habitable Worlds Observatory), które ma powstać w latach 40. XXI wieku i pozwolić na bezpośrednie badanie atmosfer takich planet — w tym poszukiwanie tzw. biosygnatur, chemicznych śladów potencjalnego życia.

Dlaczego to ważne

GJ 3378 b to przypomnienie, że najciekawsze cele w poszukiwaniu życia mogą leżeć stosunkowo blisko nas. Jednocześnie ta historia dobrze pokazuje, jak ostrożna jest nauka: zanim padnie pytanie „czy jest tam życie?”, trzeba najpierw odpowiedzieć na znacznie skromniejsze — „czy jest tam w ogóle atmosfera?”.