Po finale mistrzostw świata pojawia się co cztery lata ten sam zestaw nagłówków o zawałach przed telewizorem i o wzroście liczby interwencji domowych. Brzmi to jak dziennikarska legenda, ale akurat w tym przypadku stoją za tym konkretne, recenzowane badania. Warto wiedzieć, co dokładnie one mówią, bo to nie to samo, co mówi potoczna wersja.
Monachium 2006: liczby, które zaskoczyły kardiologów
Najczęściej przywoływana praca powstała podczas mistrzostw świata w Niemczech. Zespół Ute Wilbert-Lampen zliczał nagłe zdarzenia sercowo-naczyniowe w rejonie Monachium i porównywał dni z meczami reprezentacji Niemiec z okresami kontrolnymi. Wyniki opublikowano w New England Journal of Medicine.
W dni, w których grali gospodarze, liczba takich zdarzeń była około 2,7 razy wyższa niż w dniach bez meczów. U mężczyzn współczynnik sięgał ponad 3. To skala, której w epidemiologii nie tłumaczy się przypadkiem.
Mechanizm jest dobrze opisany. Silny stres emocjonalny uruchamia wyrzut katecholamin, rośnie tętno i ciśnienie, zwiększa się krzepliwość krwi. U osoby ze zdrową tętnicą wieńcową nie ma to większego znaczenia. U osoby z istniejącą, niekoniecznie rozpoznaną blaszką miażdżycową może wystarczyć, by doszło do jej pęknięcia.
Nie sam mecz, tylko cały wieczór wokół niego
Tu pojawia się rozróżnienie, które w skrótowych relacjach zwykle ginie, a które podkreśla Rzeczpospolita. Winowajcą nie jest piłka nożna. Winowajcą jest zestaw zachowań, które towarzyszą oglądaniu ważnego meczu: alkohol, papierosy wypalane częściej niż zwykle, ciężki posiłek, kilka godzin bez ruchu i noc skrócona do czterech godzin.
Każdy z tych czynników osobno podnosi ryzyko sercowe. Nałożone na siebie w jeden wieczór, plus emocje przy dogrywce, tworzą warunki, w których organizm osoby z chorobą wieńcową jest testowany mocniej niż podczas typowego wysiłku fizycznego.
Przemoc domowa: 26 i 38 procent
Drugi obszar badań dotyczy przemocy. Naukowcy z Lancaster University przeanalizowali dane policji z hrabstwa Lancashire dla trzech mundiali: 2002, 2006 i 2010.
Wzorzec okazał się wyraźny. W dniach meczów reprezentacji Anglii zakończonych zwycięstwem lub remisem liczba zgłoszeń przemocy domowej rosła o 26 procent. Po porażkach wzrost sięgał 38 procent. W liczbach bezwzględnych: średnio 79,3 zdarzenia w dni meczowe wobec 58,2 w dni bez meczów. Badacze odnotowali także wzrost o 11 procent dzień po meczu.
Autorzy pracy, Stuart Kirby i Brian Francis wraz z Rosalie O'Flaherty, formułują wniosek podobny jak kardiolodzy. Mecz nie tworzy sprawcy przemocy. Mecz dostarcza okoliczności: alkoholu, zawiedzionych oczekiwań i wieczoru spędzonego w domu w napięciu.
Po co to wiedzieć
Z tych badań nie wynika postulat rezygnacji z oglądania piłki. Wynika z nich coś praktyczniejszego. Osoba po zawale albo z rozpoznaną chorobą wieńcową powinna traktować finał mistrzostw jak obciążenie, a nie jak odpoczynek: bez nadmiaru alkoholu, z lekami przyjętymi o czasie i bez zarywania nocy.
Dla służb i organizacji pomocowych statystyki z Lancashire mają jeszcze bardziej konkretne przełożenie: dni wielkich meczów to dni, w których warto mieć więcej ludzi na dyżurze. To wiedza, która przydaje się dokładnie raz na kilka lat, ale wtedy przydaje się bardzo.



