Kurczenie się liczby mieszkańców to jedno z największych, choć powolnych, wyzwań dla polskiego państwa. Najmocniej odczują je samorządy.
Prognoza: o kilka milionów mniej
Jak podaje Bankier.pl, powołując się na prognozy Eurostatu, ONZ i GUS, do 2060 roku liczba mieszkańców Polski spadnie z obecnych około 38 milionów do mniej więcej 30,9–31,2 miliona. To ubytek rzędu kilku milionów osób. Zmieni się też struktura wieku: odsetek osób w wieku poprodukcyjnym ma wzrosnąć z 23,8 proc. do 35,5 proc.
Coraz więcej maleńkich gmin
Skutki najlepiej widać na poziomie lokalnym. Odsetek gmin liczących poniżej 5 tysięcy mieszkańców ma wzrosnąć z 29,2 proc. do 46,7 proc. — czyli niemal połowa gmin będzie bardzo mała. Mniejsza populacja to słabszy potencjał gospodarczy i mniej podatników.
Nożyce: dochody w dół, koszty w miejscu
Najpoważniejszym problemem jest rozjazd między dochodami a kosztami. Prognozy wskazują, że dochody z PIT spadną w ponad 95 proc. gmin. Tymczasem koszty się nie kurczą proporcjonalnie — jak wylicza Bankier, około 23,8 proc. bieżących wydatków samorządów to koszty w praktyce stałe: utrzymanie dróg, wodociągów, kanalizacji, oświetlenia i budynków publicznych. Te wydatki trzeba ponosić niezależnie od tego, ilu mieszkańców zostało.
Co dalej
Część gmin już próbuje reagować — wprowadzając np. pakiety prorodzinne, by przyciągnąć i zatrzymać młodych. To jednak działania doraźne. Systemowo problem prowadzi do dyskusji o reformie finansowania samorządów: czy obecny model subwencji i udziałów w podatkach uwzględnia kurczenie się i starzenie populacji.
Dlaczego to ważne
Kondycja gmin przekłada się wprost na codzienne życie: stan dróg, dostępność szkół, przedszkoli, transportu i opieki. Jeśli dochody będą spadać, a koszty stałe zostaną, najbardziej zagrożonym samorządom grozi ograniczanie usług lub problemy z zadłużeniem. To wyzwanie, które będzie narastać przez kolejne dekady i wymaga decyzji już dziś.



