Napięcie między Waszyngtonem a Teheranem nie słabnie. Jak informuje TVN24, USA przeprowadziły kolejną falę uderzeń na Iran, a wiceprezydent J.D. Vance zagroził jeszcze mocniejszą odpowiedzią.

„To takie proste”

Stanowisko Waszyngtonu przedstawił wiceprezydent Vance podczas wystąpienia w Milwaukee w środę. Sformułował je w postaci prostego układu.

„Zniesiemy naszą blokadę [portów], jeśli przestaniecie ostrzeliwać statki. Ale jeśli będziecie strzelać do statków, odpowiemy siłą, i odpowiemy mocniej niż kiedykolwiek wcześniej” - powiedział. Dodał też: „To takie proste. Taki jest układ. Mogą go przestrzegać albo spotka ich dokładnie to samo, co wydarzyło się poprzedniej nocy”.

Kolejne uderzenia

Słowa Vance'a nie były czczą groźbą. W środę wieczorem doszło do nowej fali amerykańskich ataków. Dowództwo Centralne USA podało, że uderzenia mają ograniczyć zdolność Iranu do zagrażania swobodzie żeglugi w cieśninie Ormuz.

Szczegóły dotyczące konkretnych celów nie zostały w tej relacji sprecyzowane. Irańska agencja Fars informowała jednak o eksplozjach słyszalnych w pobliżu Bandar Abbas i Bandar Sirik na południu kraju. Nie podano informacji o ofiarach.

Spirala odwetu

To kolejny etap gwałtownie rozkręcającego się konfliktu. Amerykańskie uderzenia są odpowiedzią na wcześniejsze irańskie ataki na trzy statki handlowe, które naruszyły obowiązujące od czerwca tymczasowe zawieszenie broni.

W ostatnich dniach wydarzenia następowały po sobie błyskawicznie: od irańskich ataków na statki, przez amerykańskie naloty i irański odwet wymierzony w państwa Zatoki Perskiej, aż po deklarację prezydenta Donalda Trumpa, że rozejm faktycznie się skończył. Słowa Vance'a wpisują się w tę samą, twardą linię.

Dyplomacja z pozycji siły

Retoryka wiceprezydenta pokazuje, jak Waszyngton rozumie obecną fazę konfliktu. USA nie zamykają drzwi do porozumienia, ale rozmawiają z pozycji siły, uzależniając zniesienie blokady portów od zaprzestania irańskich ataków na żeglugę.

Dla regionu i dla światowych rynków taka logika oznacza dalszą niepewność. Dopóki obie strony licytują się na twarde deklaracje i kolejne uderzenia, o realnej deeskalacji trudno mówić, a cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najbardziej zapalnych punktów świata.