Resort zdrowia chce ukrócić skrajne dysproporcje w zarobkach medyków. Jak podaje Rzeczpospolita, minister zdrowia zapowiedziała wprowadzenie maksymalnego poziomu wynagrodzeń w publicznej ochronie zdrowia.

240 złotych za godzinę

Sednem zapowiedzi jest konkretny limit. Minister Jolanta Sobierańska-Grenda wskazała, że maksymalna stawka wyniesie 240 złotych brutto za godzinę pracy. W przeliczeniu na pełny etat daje to około 40 tysięcy złotych brutto miesięcznie.

Limit ma obejmować zarówno indywidualne wynagrodzenia, jak i pułap wydatków na płace w budżetach szpitali. Celem jest ukrócenie sytuacji, w których pojedyncze osoby uzyskują zarobki oderwane od realiów całego systemu.

Uderzenie w „procedery walizkowe”

Reforma wymierzona jest w mechanizmy pozwalające omijać zdrowy rozsądek płacowy. Chodzi o tak zwane procedery walizkowe, czyli umowy zawierane między szpitalami a spółkami, dzięki którym część personelu rozliczała się na wyjątkowo korzystnych zasadach. Jako przykład wskazano spółdzielnie neurochirurgów działające w Miastku i Mogilnie.

Skalę zjawiska pokazują przytaczane liczby. Zdarzało się, że neurochirurdzy rozliczali się według stawek sięgających 26 tysięcy złotych za godzinę, co przy dyżurze dawało nawet 300 tysięcy złotych za dzień pracy. Osobnym, głośnym przypadkiem był koordynator SOR Dawid Kacprzyk, którego zarobki w 2025 roku miały sięgnąć 1,6 miliona złotych.

Nie tylko pensje

Zapowiadany pakiet zmian jest szerszy niż sam limit wynagrodzeń. Ministerstwo chce wprowadzić obowiązek zatrudnienia na co najmniej pół etatu w jednym szpitalu, co ma ograniczyć rozpraszanie pracy między wiele placówek.

W planach jest też rozszerzenie centralnej e-rejestracji na 39 specjalizacji do końca 2027 roku oraz zmiany w wycenach świadczeń, przy czym w ostatnim roku obniżono wyceny 114 procedur. Za nierówne traktowanie pacjentów mają grozić kary sięgające nawet miliona złotych.

Trudna reforma

Zapowiedź trafia w czuły punkt systemu, w którym wysokie zarobki wąskiej grupy specjalistów budzą kontrowersje, a jednocześnie w wielu miejscach brakuje rąk do pracy. Wprowadzenie sztywnego limitu może więc spotkać się z oporem części środowiska medycznego.

Dla pacjentów najważniejsze będzie to, czy zmiany faktycznie poprawią dostępność i przejrzystość opieki, a nie tylko obetną najwyższe stawki. Na szczegóły przepisów i ich realny kształt trzeba będzie jeszcze poczekać, bo od zapowiedzi do gotowej ustawy droga bywa daleka.