Polski rynek mieszkaniowy trudno dziś nazwać ani rozgrzanym, ani zamrożonym. Jak podaje Bankier.pl, tak drożały nieruchomości w Europie, a Polska wypada zdecydowanie średniakiem.
Polska powyżej średniej, ale bez rekordów
Z danych Eurostatu za pierwszy kwartał 2026 roku wynika, że ceny mieszkań na rynku pierwotnym wzrosły w Polsce o 6,8 procent rok do roku. To dało nam dwunaste miejsce wśród 27 państw Unii. Na rynku wtórnym wzrost wyniósł 5,2 procent, praktycznie tyle, co średnia unijna.
Dla porównania cała Unia zanotowała wzrost cen o 5,4 procent na rynku pierwotnym i 5,1 procent na wtórnym. Polska jest więc nieco powyżej średniej, ale daleko jej do czołówki.
Gdzie ceny szaleją
Prawdziwe skoki widać gdzie indziej. Na rynku wtórnym najmocniej drożało w Portugalii, aż o 19,7 procent, oraz w Bułgarii, o 16,3 procent. Tuż za nimi jest Chorwacja z 16,1 procent i Węgry z 13,5 procent.
Podobnie wygląda rynek pierwotny, gdzie prym wiodą Portugalia z 12,6 procent i Bułgaria z 12,5 procent. To właśnie te kraje, a nie Polska, przyciągają dziś najwięcej kapitału na rynek mieszkaniowy.
Nie wszędzie w górę
Ciekawe jest to, że rosnące ceny nie są regułą w całej Europie. Na rynku wtórnym jedyny spadek rok do roku odnotowała Finlandia, o 2,1 procent. Na rynku pierwotnym w dół poszły ceny na Węgrzech, aż o 7,4 procent, w Belgii o 3,1 procent i w Finlandii o 1,2 procent.
Węgry są tu przypadkiem szczególnym: mocny wzrost na rynku wtórnym i wyraźny spadek na pierwotnym. To zwykle znak, że deweloperzy obniżają ceny nowych inwestycji, walcząc o klienta, podczas gdy właściciele używanych mieszkań trzymają wysokie oczekiwania.
Co to znaczy dla kupujących
Pozycja średniaka nie jest złą wiadomością. Polski rynek rośnie w miarę stabilnie, bez gwałtownych wahań, które w krajach liderach rodzą pytania o ryzyko bańki. Dla kupujących oznacza to przewidywalność, choć wciąż realny wzrost cen.
Warto jednak pamiętać, że dane Eurostatu to średnia dla całego kraju. Lokalnie, zwłaszcza w największych miastach, dynamika bywa znacznie wyższa niż te ogólne 6,8 procent, co odczuwa każdy, kto szuka dziś mieszkania w Warszawie czy Krakowie.



