Rozwiązanie, które w cywilu spowszedniało do granic, wchodzi teraz do wojska. Jak podaje Rzeczpospolita, żołnierze zaczynają odbierać mundury z paczkomatów, a resort obrony traktuje to jako element cyfryzacji logistyki.
Jak to ma działać
Dotychczasowy model wyglądał prosto, ale bywał uciążliwy: po umundurowanie trzeba było zgłosić się osobiście do magazynu, w jego godzinach pracy. Nowy system to odwraca. Żołnierz składa zamówienie przez platformę informatyczną, a gotową przesyłkę odbiera z automatu paczkowego w dogodnym dla siebie czasie, bez wiązania się z rytmem pracy składnicy.
Za projektem stoi Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych, którym kieruje gen. Dariusz Mendrala. O postępach poinformował także wiceszef Ministerstwa Obrony Narodowej Cezary Tomczyk. System nosi oficjalną nazwę Platformy Wysyłkowej Przedmiotów Umundurowania i Wyekwipowania.
Skala pilotażu
Program nie jest już tylko próbą na papierze. Drugi etap pilotażu obejmuje, jak podano, ponad 20 tysięcy żołnierzy, a do końca bieżącego roku zasięg ma się rozszerzyć do około 60 tysięcy.
Dotychczasowe liczby pokazują, że mechanizm działa w praktyce. W systemie złożono do tej pory 5600 zamówień, które skompletowano w 6260 przesyłek kurierskich. Pełne wdrożenie w Siłach Zbrojnych zaplanowano na przyszły rok.
Dlaczego to ma sens
Korzyść jest przede wszystkim organizacyjna. Rozproszone punkty odbioru zdejmują z magazynów codzienny kontakt z pojedynczymi żołnierzami, a ci nie muszą dopasowywać służby do godzin pracy składnicy. Cały obieg, od zamówienia po odbiór, jest przy tym rejestrowany cyfrowo, co ułatwia śledzenie przesyłek i ogranicza pomyłki.
To także sygnał szerszy niż sama wygoda. Wojsko sięga po sprawdzone, masowe rozwiązanie z rynku cywilnego i przenosi je do własnej logistyki. Paczkomaty, z których codziennie korzystają miliony Polaków, okazały się na tyle niezawodne, że armia buduje na tym samym pomyśle system zaopatrywania żołnierzy w mundury.



