Związek ukryty w glebie

Manikomycyna nie powstała w laboratorium od podstaw — pochodzi z bakterii glebowej Streptomyces rimosus, znanej od dekad jako producent oksytetracykliny. Zespół z Uniwersytetu McMaster w Kanadzie, wraz z badaczami z USA i Niemiec, wyłowił ją z biblioteki naturalnych związków, dostrzegając jej nietypowy mechanizm działania. Wyniki opublikowano na początku czerwca 2026 roku w prestiżowym czasopiśmie „Nature”.

Nowy punkt uchwytu

Kluczem jest sposób, w jaki manikomycyna atakuje bakterie. Wiąże się z tzw. miejscem E w dużej podjednostce rybosomu bakteryjnego — punktem, którego do tej pory nie wykorzystywał żaden stosowany klinicznie antybiotyk. Rybosom to „fabryka białek” komórki; blokując ten konkretny etap, związek hamuje wzrost i namnażanie bakterii.

To ma ogromne znaczenie w kontekście oporności. Bakterie lekooporne zwykle nauczyły się neutralizować substancje atakujące znane im punkty. Nowy, nieeksploatowany cel utrudnia — przynajmniej w warunkach laboratoryjnych — rozwój oporności.

Przeciw którym bakteriom

W badaniach manikomycyna wykazała aktywność wobec bakterii Gram-ujemnych: Salmonella, Escherichia coli oraz Klebsiella — w tym szczepów opornych na obecne leki. To patogeny odpowiedzialne za groźne zakażenia, coraz trudniejsze do leczenia. Aktywność wobec innych superbakterii (np. MRSA) nie została potwierdzona w dostępnych materiałach.

Uwaga: to dopiero wczesny etap

Tu potrzebna jest powściągliwość, której często brakuje w nagłówkach. Manikomycyna jest na wczesnym etapie badań. W testach na myszach wykazała akceptowalną tolerancję, ale — jak przyznają sami naukowcy — nie była tak skuteczna, jak oczekiwano; jej właściwości farmakologiczne wymagają dopracowania. Droga do ewentualnego zastosowania u ludzi to szacunkowo 5–10 lat, o ile kolejne etapy badań wypadną pomyślnie. Nie ma gwarancji, że związek trafi kiedykolwiek do aptek.

Dlaczego to ważne

Antybiotykooporność to jedno z największych zagrożeń zdrowotnych naszych czasów — według WHO odpowiada za ponad milion zgonów rocznie, a rurociąg nowych leków jest niepokojąco ubogi. Odkrycie nieeksploatowanego dotąd punktu uchwytu i substancji, która go wykorzystuje, to realny powód do ostrożnego optymizmu — i dowód, że natura wciąż kryje narzędzia do walki z bakteriami.