Jeden z najgłośniejszych wypadków drogowych ostatnich lat znalazł finał w sądzie. Jak podaje Rzeczpospolita, Łukasz Żak został skazany na 20 lat pozbawienia wolności.
Wyrok
Sędzia Maciej Mitera ogłosił wyrok 16 lipca 2026 roku, uwzględniając wniosek prokuratury. Kara wyniosła 20 lat więzienia, a o warunkowe przedterminowe zwolnienie skazany będzie mógł się ubiegać dopiero po odbyciu 15 lat.
To bardzo surowy wymiar kary jak na sprawę o wypadek drogowy, odzwierciedlający wyjątkowo drastyczne okoliczności zdarzenia. Wyrok zapadł w pierwszej instancji, więc stronom przysługuje prawo do apelacji.
Okoliczności tragedii
Do wypadku doszło 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Prowadzony przez Żaka Volkswagen Arteon jechał z prędkością 227 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 80 km/h. Uderzony samochód marki Ford poruszał się z dozwoloną prędkością około 78 km/h.
Kierowca był przy tym pod wpływem alkoholu. Badania wykazały stężenie od 1,1 do 1,4 promila. Dodatkowo, jak ustalono, w chwili zdarzenia trzymał w ręku telefon, którym nagrywał swoją jazdę.
Ofiary
W wypadku zginął 37-letni mężczyzna, pasażer Forda. Rannych zostało kilka osób: żona kierowcy, ośmioletnia dziewczynka i czteroletni chłopiec, a także pasażerka Volkswagena.
Skala obrażeń i śmierć jednego z uczestników sprawiły, że sprawa wstrząsnęła opinią publiczną i stała się jednym z symboli dyskusji o brawurze na drogach.
Dodatkowe obowiązki
Poza karą więzienia sąd orzekł także zobowiązania finansowe wobec pokrzywdzonych. Zasądzono po 300 tysięcy złotych na rzecz członków rodziny zmarłego oraz 150 tysięcy złotych dla rannej pasażerki. Skazany ma też wpłacić 10 tysięcy złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym.
Ostateczne rozstrzygnięcie sprawy zależy jeszcze od ewentualnej apelacji. Wyrok w pierwszej instancji jest jednak wyraźnym sygnałem, że za jazdę z ekstremalną prędkością, po alkoholu i z telefonem w ręku grożą najwyższe kary.



