Państwowy monopol na najważniejszych trasach kolejowych w Polsce może się skończyć. Jak podaje Rzeczpospolita, czeski przewoźnik Leo Express chce wjechać ze swoimi pociągami na kluczowe polskie linie.

Siedem nowych połączeń

Leo Express zgłosił plany uruchomienia siedmiu tras. Są to: Warszawa Zachodnia–Gdynia, Warszawa Wschodnia–Zakopane, Wrocław–Przemyśl, Warszawa Wschodnia–Kraków, Warszawa Wschodnia–Wrocław, Poznań–Lubin oraz Gdynia–Łódź.

To właśnie najbardziej uczęszczane kierunki w kraju, na których dziś dominuje PKP Intercity. Wejście na nie prywatnego przewoźnika oznaczałoby realną konkurencję tam, gdzie do tej pory podróżni mieli niewielki wybór.

Kiedy i jak często

Zgodnie z planami pociągi Leo Express miałyby kursować codziennie przez pięć lat, w okresie od 12 grudnia 2027 roku do 11 grudnia 2032 roku. To zapowiedź trwałej, a nie jednorazowej obecności na polskim rynku.

Częstotliwość też ma być odczuwalna. Jak podaje Rzeczpospolita, na trasach z Warszawy do Gdyni oraz z Warszawy do Zakopanego przewoźnik planuje po cztery pary pociągów dziennie. Dla pasażerów oznaczałoby to więcej możliwości wyboru godziny podróży.

Czesi już są w Polsce

Leo Express nie jest na polskim rynku zupełnie nowym graczem. Przewoźnik od 2018 roku obsługuje trasę z Pragi do Krakowa, a od 1 marca 2026 roku uruchomił połączenie Warszawa–Kraków–Praga.

Nowe plany są więc rozwinięciem obecności, którą firma budowała stopniowo. Wejście na kolejne, czysto krajowe trasy byłoby jednak jakościową zmianą, bo dotyczy połączeń wewnątrz Polski, a nie tylko tras międzynarodowych.

Co to oznacza dla pasażerów

Dla podróżnych większa konkurencja to zwykle dobra wiadomość. Obecność drugiego przewoźnika na popularnych trasach może oznaczać presję na ceny biletów oraz na jakość i częstotliwość połączeń.

Na razie mowa o planach, których realizacja zależy od procedur i dostępności tras. Sam kierunek jest jednak wyraźny: polski rynek kolejowy powoli się otwiera, a pasażerowie mogą na tym skorzystać.