Ostrzeżenia przed nadchodzącym kryzysem półprzewodników pojawiają się coraz częściej — i coraz częściej padają z ust poważnych instytucji finansowych, a nie tylko producentów sprzętu. Wspólnym mianownikiem jest gwałtownie rosnący apetyt sztucznej inteligencji na moc obliczeniową, którego fabryki chipów nie są w stanie zaspokoić.

Skąd pochodzi prognoza

Najbardziej konkretną prognozę przedstawił japoński bank Nomura, który — jak opisuje Cyfrowa Rzeczpospolita — spodziewa się, że w drugiej połowie 2026 roku rynek doświadczy najgłębszego w historii rozjazdu między popytem a podażą komponentów. Ostrzeżenia płyną też z Bank of America, sygnalizującego ryzyko przegrzania sektora, oraz od znanego z ostrzeżeń przed bańkami analityka Michaela Burry'ego.

Warto od razu zaznaczyć: to są prognozy i oceny ryzyka, a nie twarde dane. Ich sprawdzenie zależy od wielu zmiennych — przede wszystkim od tego, czy tempo inwestycji w AI utrzyma się w zapowiadanej skali.

Których chipów zabraknie

Wbrew intuicji problem nie dotyczy wyłącznie procesorów graficznych (GPU). Kluczowym wąskim gardłem mają być pamięci — zarówno DRAM, jak i kości NAND flash oraz szybka pamięć HBM stosowana w akceleratorach AI. To właśnie serwery sztucznej inteligencji i centra danych wysysają z rynku ogromne ilości tych komponentów.

Artykuł wskazuje dodatkowo na napięcia w mniej oczywistych elementach: zaawansowanych podłożach i płytkach drukowanych, kondensatorach wysokiej klasy czy komponentach optycznych. Logika „wąskich gardeł” rozlewających się po całym łańcuchu dostaw jest spójna z tym, co od miesięcy sygnalizuje branża.

Dlaczego akurat teraz

Motorem napędowym jest lawina inwestycji w infrastrukturę AI. Giganci chmurowi — Meta, Amazon (AWS) czy Google — budują centra danych w bezprecedensowym tempie. Do tego dochodzą nowe, energochłonne architektury sprzętowe, takie jak nadchodząca platforma Nvidia Rubin czy autorskie układy AWS. Według prognozy Nomury presja inwestycyjna ze strony operatorów chmury nie osłabnie co najmniej do 2027 roku, a zapotrzebowanie na nowe moce obliczeniowe ma sięgnąć skali liczonej w dziesiątkach gigawatów.

Co to oznacza dla portfeli

Dla konsumentów najbardziej odczuwalnym efektem może być wzrost cen elektroniki — od komputerów i telefonów po dyski SSD — oraz ograniczona dostępność niektórych modeli. Rosnące koszty pamięci psują rachunek ekonomiczny zwłaszcza tańszych urządzeń. Pod presją jest też motoryzacja, bo nowoczesne, mocno „oprogramowane” auta potrzebują coraz więcej układów scalonych.

Prognoza, nie wyrok

Warto zachować chłodną głowę. Twardym faktem są dziś rosnące ceny pamięci i ostrożniejsze zakupy komponentów. „Historyczny kryzys” drugiej połowy 2026 roku to na razie prognoza, obarczona niepewnością — zależy od tempa inwestycji w AI, ewentualnego pęknięcia „bańki” oraz zdolności fabryk do rozbudowy mocy. Jeśli jednak przewidywania się sprawdzą, kolejne miesiące mogą przynieść napięcia w dostawach elektroniki na skalę, jakiej rynek dawno nie widział.