W czasach, gdy kolejne marki ogłaszają przejście na napęd elektryczny, szef Koenigsegga płynie pod prąd — i nie zamierza tego ukrywać.
„Zwierzę”, nie „robot”
Jak relacjonuje moto.rp.pl, Christian von Koenigsegg przekonuje, że w pełni elektryczny hipersamochód nie odda tego, co w takim aucie najważniejsze: emocji. Chodzi o dźwięk, drgania, „bicie serca" jednostki napędowej i jej reakcję na nogę kierowcy. „Samochód elektryczny jest bardziej jak robot. To [spalinowe] jest zwierzęciem" — mówił konstruktor w rozmowie z Motor1. Co ciekawe, sam przyznaje, że jeszcze dekadę temu spodziewał się, iż jego marka będzie już mieć elektryczny model.
Sprawa nie w technice
Koenigsegg podkreśla, że nie chodzi o brak możliwości — firma potrafiłaby zbudować elektryczny hipersamochód. Problem leży gdzie indziej: w popycie i sensie. Klienci tej najdroższej klasy aut rzadko nimi jeżdżą, a ciężkie pakiety baterii pogarszają to, co w hipersamochodzie kluczowe — masę i charakter. Zainteresowanie w pełni elektrycznym wariantem w tym segmencie pozostaje, jego zdaniem, niewielkie.
Hybryda i paliwa syntetyczne
Zamiast tego Szwedzi idą drogą inteligentnej hybrydyzacji. Model Gemera łączy silnik spalinowy z niewielką baterią pozwalającą wjechać do stref niskoemisyjnych, bez montowania ogromnego akumulatora. W szerszej perspektywie Koenigsegg stawia na paliwa syntetyczne — wytwarzane m.in. z dwutlenku węgla i energii odnawialnej — które mają pozwolić silnikom spalinowym działać przy znacznie mniejszym śladzie środowiskowym.
Spór o przyszłość
Stanowisko Koenigsegga to głos w szerszej debacie o tym, czy elektryfikacja jest jedyną możliwą drogą motoryzacji. Dla większości aut codziennego użytku prąd ma oczywiste zalety. Ale w niszy hipersamochodów — gdzie liczą się emocje, a nie zasięg czy ekonomia — szwedzki konstruktor stawia tezę, że dusza auta wciąż bije spalinowym rytmem. Najbliższe modele marki, zapowiadane na kolejne lata, mają być właśnie hybrydowe, a nie elektryczne.



