Gdy na zewnątrz pada rekord za rekordem, wiele europejskich mieszkań zamienia się w piekarniki. Problem tkwi w tym, jak — i pod jaki klimat — je budowano.

Domy zaprojektowane na zimno

Jak opisuje klimat.rp.pl, europejska architektura przez dekady skupiała się na ochronie przed chłodem. Grube mury, izolacja, ograniczanie strat ciepła — to wszystko sprawdza się zimą, ale w czasie upałów działa na niekorzyść: rozgrzane budynki długo oddają ciepło i nie chłodzą się nawet w nocy. Znaczna część europejskich budynków pozostaje przy tym energetycznie nieefektywna, co pogłębia problem zarówno zimą, jak i latem. Do tego klimatyzacja jest w Europie wciąż znacznie rzadsza niż np. w USA.

„Efekt RGA” — gdy grunt rusza fundamenty

Upały zagrażają nie tylko komfortowi, ale i samej konstrukcji domów. Chodzi o tzw. efekt RGA (z francuskiego retrait-gonflement des argiles), czyli kurczenie się i pęcznienie gruntów ilastych. Mechanizm jest prosty: w czasie suszy i upałów grunt zawierający glinę wysycha i się kurczy, a po nawodnieniu — pęcznieje. Te naprzemienne ruchy podłoża destabilizują fundamenty, prowadząc do pęknięć ścian, deformacji okien i drzwi oraz uszkodzeń instalacji. Szczególnie narażone są domy jednorodzinne; we Francji problem dotyczy bardzo znacznej części takich budynków.

Jak chronić dom przed upałem

Dobra wiadomość jest taka, że domy da się adaptować. Do najskuteczniejszych i najtańszych metod należy wentylacja nocna — wietrzenie, gdy temperatura na zewnątrz spada — która potrafi obniżyć temperaturę wewnątrz o kilka stopni. Pomaga też zacienianie okien od zewnątrz (rolety, żaluzje, okiennice), jasne kolory elewacji odbijające promieniowanie, a także zieleń: drzewa wokół budynku, pnącza i zielone dachy, które chłodzą przez parowanie.

Adaptacja to konieczność

W obliczu coraz częstszych fal upałów dostosowanie budynków przestaje być fanaberią, a staje się kwestią zdrowia i bezpieczeństwa — ekstremalne gorąco co roku przyczynia się w Europie do tysięcy przedwczesnych zgonów. Zmiana wymaga jednak czasu, pieniędzy i nowego myślenia projektantów, przyzwyczajonych do walki głównie z zimnem. Kierunek jest jednak jasny: domy, w których mieszkamy, muszą nauczyć się znosić upał równie dobrze jak mróz.