Paradoks jest uderzający. Zapytany o znaczenie czytania dzieciom, niemal każdy rodzic odpowie, że to ważne. A jednak książki coraz częściej zostają na półce. Badacze postanowili sprawdzić, co naprawdę stoi za tym rozdźwiękiem — i ich wnioski są dalekie od popularnego obrazu „leniwego rodzica”.
Wszyscy wiedzą, nie wszyscy czytają
Jak opisuje „Rzeczpospolita”, badanie jakościowe przeprowadzone w ramach programu „Mała książka — wielki człowiek” objęło grupę rodziców i opiekunów małych dzieci. Praktycznie nikt z badanych nie kwestionował wartości wspólnej lektury — a mimo to wielu z nich czyta rzadko albo wcale. Naukowczynie sięgnęły po pogłębione wywiady i dzienniczki, by dotrzeć do realnych przyczyn.
Zmęczenie i pułapka „idealnego momentu”
Najczęściej wymienianą barierą okazało się zwyczajne wyczerpanie. Po pracy, odebraniu dziecka z przedszkola czy szkoły, ugotowaniu obiadu i odrobieniu lekcji na wieczorną lekturę często nie starcza już energii. Do tego dochodzi presja wyobrażenia o „idealnym rodzicielstwie”: wspólne czytanie ma być spokojne i pełne skupienia. Gdy dziecko się wierci, a rodzic zasypia po trzecim zdaniu, łatwo o poczucie porażki.
Badaczki nazywają to pułapką „idealnego momentu” — rodzice czekają na warunki, które rzadko się zdarzają, zamiast zacząć w tych, które mają. Z lekturą konkurują też ekrany, zajęcia dodatkowe i coraz dłuższy czas, jaki dzieci spędzają poza domem, wracając przebodźcowane i zmęczone.
Co mówią liczby
Skalę zjawiska pomagają uchwycić dane ilościowe. Z badania SW Research z października 2024 roku wynika, że 70 proc. rodziców czyta dzieciom co najmniej raz w tygodniu, a kilka razy w tygodniu — 37 proc. To z pozoru niezły wynik, dopóki nie uświadomimy sobie, że co trzecia rodzina nie sięga po wspólną książkę nawet raz w tygodniu.
Na szerszym tle te liczby nabierają znaczenia. Z raportu Biblioteki Narodowej za 2024 rok wynika, że tylko ok. 41 proc. dorosłych Polaków przeczytało w ciągu roku choćby jedną książkę. Trudno oczekiwać, że rodzic, który sam nie czyta, będzie regularnie czytał dziecku.
Błędne koło pokoleń
Badanie ujawniło też wzorzec pokoleniowy. Rodzice, którym w dzieciństwie nie czytano, częściej postrzegają książkę jako szkolny obowiązek, a nie źródło przyjemności i bliskości. Brak własnego doświadczenia wieczornego rytuału sprawia, że trudniej im odtworzyć go dla swoich dzieci — i tak nawyk (lub jego brak) przenosi się na kolejne pokolenie.
Dlaczego warto mimo wszystko
Korzyści z czytania są dobrze udokumentowane: bogatsze słownictwo, rozwój wyobraźni, lepsza koncentracja i — co podkreślają sami rodzice — silniejsza więź emocjonalna. Od ponad dwóch dekad zachęca do tego kampania „Cała Polska czyta dzieciom”, rekomendując co najmniej 20 minut głośnej lektury dziennie.
Wniosek badaczek jest pokrzepiający: nie chodzi o to, by czytać idealnie, lecz po prostu czytać — choćby kilka minut, choćby przeskakując ze zmęczenia akapit. Liczy się rytuał i bliskość, a nie sceneria.



