Czy o skuteczności leczenia onkologicznego może decydować nie tylko sam lek, ale i godzina jego podania? Nowe dane sugerują, że warto się temu przyjrzeć.
Na czym polega odkrycie
Jak podaje Nauka w Polsce (PAP), zespół badaczy przeanalizował losy pacjentów z zaawansowanym, niedrobnokomórkowym rakiem płuca leczonych immunoterapią (w połączeniu z chemioterapią). Okazało się, że chorzy, u których leczenie rozpoczynano wcześniej w ciągu dnia, średnio dłużej żyli bez progresji choroby niż ci, którym terapię podawano w późniejszych godzinach. To obserwacja zaskakująco silna jak na tak prosty czynnik.
Dlaczego pora mogłaby mieć znaczenie
Wyjaśnienia upatruje się w rytmie dobowym układu odpornościowego. Nasza odporność nie pracuje przez całą dobę z jednakową siłą — aktywność wielu komórek odpornościowych zmienia się w ciągu dnia. Skoro immunoterapia działa, „zdejmując hamulce" z układu odpornościowego, to teoretycznie najlepiej zadziała wtedy, gdy ten układ jest naturalnie najbardziej aktywny. Stąd hipoteza, że poranne podanie leku może lepiej współgrać z biologią pacjenta.
Ostrożnie z wnioskami
To ważne, by nie wyprzedzać faktów. Badanie ma charakter obserwacyjny i — jak zaznaczają sami autorzy — wymaga potwierdzenia w kolejnych, najlepiej zaprojektowanych z góry badaniach. Nie wiadomo, czy efekt dotyczy innych nowotworów ani czy „optymalna pora" jest taka sama dla każdego pacjenta (rytmy dobowe bywają indywidualne, np. u „sów" i „skowronków"). Konkretne liczby z pojedynczego badania należy więc traktować jako wskazówkę do dalszych badań, a nie gotową receptę.
To nie jest porada medyczna
Pacjenci nie powinni na własną rękę zmieniać godzin terapii ani niczego w niej modyfikować — o wszystkim decyduje lekarz prowadzący, biorąc pod uwagę całość sytuacji klinicznej. Wartość tych doniesień jest inna: pokazują, że w onkologii warto badać także czynniki dotąd pomijane, jak pora podania leku.
Szerszy obraz: chronoterapia
Pomysł dopasowania leczenia do zegara biologicznego — czyli chronoterapia — nie jest nowy, ale zyskuje na znaczeniu. Jeśli kolejne badania potwierdzą korzyść z odpowiedniego „timingu", zmiana mogłaby być wyjątkowo tania i prosta do wdrożenia: czasem wystarczyłoby inaczej ułożyć harmonogram wizyt. To dobry przykład, że postęp w medycynie nie zawsze wymaga nowego leku — czasem chodzi o mądrzejsze wykorzystanie tego, co już mamy.



