Sprawa warszawskiego Szpitala Południowego wchodzi w nową fazę. Jak informuje Rzeczpospolita, agenci CBA zabezpieczyli dokumenty w szpitalu i w warszawskich urzędach.

Trzy miejsca, jedna sprawa

Działania Centralnego Biura Antykorupcyjnego objęły trzy lokalizacje: Szpital Południowy, Urząd miasta stołecznego Warszawy oraz Urząd Dzielnicy Ursus. W każdym z nich agenci zabezpieczyli dokumenty.

To pokazuje, że śledczy patrzą nie tylko na samą placówkę, ale i na to, jak nadzorowali ją warszawscy urzędnicy. Na tym etapie w artykule nie ma mowy o zatrzymaniach.

Dwa odrębne śledztwa

Za czynnościami stoją dwa postępowania prokuratury. Pierwsze dotyczy doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na kwotę nie mniejszą niż 558 558,70 złotych. Chodzi o przedkładanie przez lekarza nierzetelnych faktur dotyczących czasu pracy.

Drugie śledztwo dotyczy niegospodarności oraz braku nadzoru nad pracą szpitalnego oddziału ratunkowego po stronie pracowników warszawskiego ratusza. To dwa różne wątki, które łączą się w jednej placówce.

Wątek radnego Koalicji Obywatelskiej

W centrum sprawy jest Dawid Kacprzyk, lekarz, a zarazem radny Koalicji Obywatelskiej w Ursusie. Według ustaleń miał on zarobić 1,6 miliona złotych w ciągu roku.

To jednak nie wszystko. Jak podaje Rzeczpospolita, Kacprzyk miał też gwarantować politykom Koalicji Obywatelskiej i ich rodzinom przyjęcie oraz opiekę na oddziale ratunkowym poza kolejnością. To poważny zarzut, bo uderza w podstawową zasadę, że o kolejności na SOR decyduje stan zdrowia, a nie znajomości.

Co dalej

Zabezpieczone dokumenty trafią teraz do analizy. Od jej wyników zależy dalszy bieg obu śledztw, w tym ewentualne zarzuty.

Sprawa Szpitala Południowego od tygodni budzi emocje, bo łączy w sobie wątki finansowe, polityczne i te najważniejsze dla pacjentów: dostępność pomocy na oddziale ratunkowym. Wejście CBA pokazuje, że postępowanie wchodzi w konkretniejszą, dowodową fazę.