Piesi patrzący w telefon zamiast na jezdnię to codzienny widok na polskich przejściach. Jak opisuje Rzeczpospolita, problem chce nagłośnić Instytut Spraw Obywatelskich, który zwrócił się do resortu infrastruktury o nowy znak ostrzegawczy.
Kto i do kogo apeluje
Autorem apelu jest Instytut Spraw Obywatelskich, którego prezesem jest Rafał Górski. Pismo trafiło do ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka. Termin nie jest przypadkowy: apel zbiega się ze Światowym Dniem Bez Telefonu Komórkowego, obchodzonym 15 lipca.
To inicjatywa organizacji społecznej, a nie decyzja rządu. Na razie mamy więc propozycję i pytanie, czy ministerstwo się nią zajmie.
Jak miałby wyglądać znak
Propozycja jest konkretna. Znak miałby mieć klasyczną formę ostrzegawczą: trójkątne pole z czerwonym obrzeżem i żółtym tłem, a na nim czarne sylwetki osób wpatrzonych w telefony. Roboczo mówi się o nazwie „Uwaga – piesi korzystający z telefonów”, ujmowanej też szerzej jako ostrzeżenie przed uczestnikami ruchu rozproszonymi telefonem.
Zdaniem wnioskodawców takie znaki powinny pojawić się tam, gdzie ryzyko jest największe: przy przejściach dla pieszych w pobliżu szkół i uczelni, przy przystankach i dworcach, centrach handlowych oraz ruchliwych skrzyżowaniach.
Kampania i obowiązujące przepisy
Apelowi ma towarzyszyć kampania edukacyjna pod hasłem „Podnieś głowę. Odłóż telefon. Przejdź bezpiecznie”. Jej celem jest zmiana nawyków, a nie karanie.
Warto pamiętać, że polskie prawo już dziś ogranicza korzystanie z telefonu na drodze. Pieszym nie wolno używać telefonu podczas wchodzenia na jezdnię, torowisko czy drogę dla rowerów oraz przechodzenia przez nie, jeśli ogranicza to obserwację sytuacji. Kierowcom zabronione jest z kolei trzymanie w ręku aparatu podczas jazdy.
Co dalej
Pomysł znaku to głos w dyskusji o bezpieczeństwie pieszych, a nie gotowa zmiana w przepisach. Wprowadzenie nowego znaku wymagałoby decyzji ministerstwa i zmian w rozporządzeniach, a wcześniej oceny, czy tabliczka realnie wpływa na zachowania.
Rzeczpospolita zaznacza, że apel dopiero trafił do resortu, więc stanowiska ministerstwa na razie nie znamy. Sam pomysł dobrze jednak oddaje skalę zjawiska, które z marginesu stało się powszechnym elementem miejskiego ruchu.



