Jedna z najbardziej niesamowitych historii dzisiejszej piłki ma swój początek nad Wisłą. Jak przypomina TVN24, zanim Haalanda nazwano „Potworem”, strzelił dziewięć goli w jednym meczu na polskiej ziemi.

Dziewięć goli w jednym meczu

Wszystko wydarzyło się w 2019 roku, podczas mistrzostw świata U-20 rozgrywanych w Polsce. To wtedy młody Erling Haaland dokonał rzeczy, o której mówił potem cały piłkarski świat.

W meczu z Hondurasem Norweg strzelił dziewięć goli, a jego reprezentacja wygrała 12:0. Tak wysoka wygrana i taki indywidualny wyczyn to rekordy, które w młodzieżowej piłce zdarzają się raz na pokolenie. Przydomek „Potwór” przylgnął do niego na dobre.

Od zapowiedzi do gwiazdy

Ten wyczyn był zapowiedzią tego, co miało nadejść. Wysoki, szybki i silny napastnik szybko trafił do czołowych klubów Europy i z roku na rok potwierdzał, że gole to jego naturalny żywioł.

Z młodzieńca budzącego sensację wyrósł na jednego z najgroźniejszych snajperów świata. Dziś jest twarzą reprezentacji Norwegii i zawodnikiem, wokół którego zbudowana jest cała drużyna.

Mundial 2026

Na trwających mistrzostwach świata Haaland znów robi swoje. Jak podano, w tym turnieju trafił do siatki już siedem razy, potwierdzając formę w najważniejszym momencie.

Kluczowy okazał się mecz 1/8 finału z Brazylią. Norwegia wygrała 2:1, a obie bramki zdobył właśnie Haaland, posyłając Canarinhos do domu. Dzięki temu reprezentacja Norwegii szykuje się do ćwierćfinału mistrzostw świata.

Co dalej

Awans do najlepszej ósemki turnieju to dla Norwegii duży sukces, a Haaland jest jego głównym architektem. Jego skuteczność sprawia, że każdy rywal musi go traktować jako główne zagrożenie.

Historia „Potwora” zatoczyła koło. Zaczęła się od dziewięciu goli na polskim boisku, a teraz jej bohater walczy o półfinał mistrzostw świata. Dla kibiców to opowieść o tym, jak z młodzieżowej sensacji rodzi się prawdziwa gwiazda, a Polska może dodać, że przy tej historii była od samego początku.