Wizyta u fryzjera, która miała poprawić wygląd, skończyła się w sądzie — i wyrokiem, który może być ważnym sygnałem dla całej branży.
Co się stało
Jak opisuje Rzeczpospolita, do zniszczenia włosów doszło podczas zabiegu rozjaśniania, przy którym użyto zbyt silnych preparatów, nieodpowiednich do stanu włosów klientki. Efekt był poważny: włosy stały się matowe, łamliwe i zaczęły wypadać, a podrażnieniu uległa też skóra głowy. Powrót do poprzedniego stanu zajął bardzo długo, a kobieta przez ten czas miała ograniczone możliwości pielęgnacji i zmiany fryzury.
Nie tylko szkoda fizyczna
Sąd, przyznając zadośćuczynienie, uwzględnił przede wszystkim wymiar psychiczny zdarzenia. W uzasadnieniu wskazano, że poszkodowana straciła poczucie własnej wartości, wycofała się z części kontaktów towarzyskich i źle znosiła swój wygląd. To pokazuje, że prawo traktuje wygląd i samopoczucie nie jako błahostkę, lecz jako element dóbr osobistych podlegających ochronie.
Włosy jako dobro osobiste
Podstawą roszczenia jest właśnie ochrona dóbr osobistych. Włosy bywają silnie związane z poczuciem tożsamości i pewnością siebie, dlatego ich zniszczenie — gdy wynika z zawinionego, nieprawidłowo wykonanego zabiegu — może uzasadniać nie tylko zwrot kosztów, ale i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę. Sąd nie podzielił prób przerzucenia winy na inne czynniki; uznał, że odpowiada wykonawca usługi.
Sygnał dla salonów
Wyrok to przypomnienie dla branży beauty: usługa, która może trwale uszkodzić włosy czy skórę, wymaga ostrożności — oceny stanu włosów, doboru właściwych preparatów, a w razie wątpliwości testu lub odmowy zabiegu. Dla klientów to z kolei informacja, że w razie ewidentnego błędu mają realne narzędzia dochodzenia swoich praw. Konkretna wysokość zadośćuczynienia zależy zawsze od okoliczności i skali krzywdy w danej sprawie.



