Kwestia trwałej obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce wraca w nowej odsłonie — tym razem z zapewnieniem o przychylności Waszyngtonu.
„Zielone światło z Białego Domu”
Jak podaje Bankier.pl, Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP, po rozmowach w Waszyngtonie stwierdził, że „jest absolutnie zielone światło z Białego Domu” dla zmiany charakteru obecności wojsk USA w Polsce — z rotacyjnej na stałą. Według niego sekretarz stanu Marco Rubio zadeklarował, że „absolutnie” popiera takie rozwiązanie.
To istotny sygnał polityczny, ale — co trzeba podkreślić — na razie właśnie sygnał, a nie sfinalizowana decyzja o utworzeniu stałej bazy.
Rotacja kontra stała obecność
Obecnie żołnierze amerykańscy stacjonują w Polsce w formule rotacyjnej — jednostki zmieniają się okresowo. Przejście na model stały oznaczałoby trwałą, a nie czasową obecność sił USA. Zdaniem strony polskiej byłby to mocniejszy sygnał odstraszania wobec Rosji i wyraźne potwierdzenie amerykańskiego zaangażowania na wschodniej flance NATO.
Ile żołnierzy? Liczby wymagają ostrożności
Wokół liczebności narosło sporo nieporozumień. Z ustaleń przytaczanych przez Bankier.pl wynika, że mowa o około 5 tysiącach dodatkowych żołnierzy zapowiadanych wcześniej przez Donalda Trumpa. Kluczowe zastrzeżenie: ta grupa miałaby w dużej mierze zastąpić zawieszoną rotację brygady pancernej liczącej około 4 tysięcy żołnierzy — którzy, jak sugeruje Przydacz, już nie wrócą. Realny przyrost stanu może więc być znacznie mniejszy, niż sugerowałaby sama liczba 5 tysięcy.
Decyzja czy deklaracja?
To rozróżnienie jest w tej sprawie najważniejsze. Wypowiedzi Przydacza to wyraz politycznego poparcia po stronie amerykańskiej, a nie wiążąca, ostateczna decyzja o rozmieszczeniu. Jak wskazuje Bankier.pl, konkretny kształt stałej obecności opracowuje wciąż Pentagon w ramach nowej koncepcji strategicznej, a szczegóły mają być znane mniej więcej jesienią.
Dlaczego to ważne
Dla Polski trwała obecność sił USA to jeden z filarów poczucia bezpieczeństwa w cieniu wojny w Ukrainie. Dlatego każda taka deklaracja z Waszyngtonu ma duży ciężar polityczny. Warto jednak oddzielać zapowiedzi i wyrazy poparcia od formalnych rozstrzygnięć — te ostatnie zapadają w umowach i dokumentach, a nie w wypowiedziach dla mediów. Do czasu ich sfinalizowania sprawę należy traktować jako obiecujący kierunek, a nie fakt dokonany.



