Premier sam otwiera sobie drogę do procesu — rezygnuje z ochrony, jaką daje mandat poselski, by zmierzyć się w sądzie z instytutem ze środowiska Zbigniewa Ziobry.

Czego dotyczy sprawa

Jak podają Interia i Polsat News, Instytut Polski Suwerennej — fundacja kierowana przez Zbigniewa Ziobrę — złożył przeciwko Donaldowi Tuskowi prywatny akt oskarżenia o zniesławienie. Wniosek o uchylenie immunitetu premiera złożył członek zarządu fundacji Piotr Cieplucha.

Spór dotyczy wypowiedzi Tuska z kwietnia 2026 roku. Podczas posiedzenia rządu premier — powołując się na informacje ABW — mówił, że Przemysław Kral, prezes giełdy Zondacrypto, przekazał na przełomie października i listopada 2025 roku 450 tys. zł na rzecz instytutu. Część tych środków miała, według słów Tuska, trafić na obrońców m.in. Dariusza Mateckiego i księdza Michała Olszewskiego.

Stanowiska stron

Instytut Polski Suwerennej uznaje te słowa za nieprawdziwe pomówienie i to właśnie one są przedmiotem prywatnego aktu oskarżenia. Aby proces mógł się toczyć, potrzebne było uchylenie immunitetu — a Tusk sam się go zrzekł.

Rzecznik rządu Adam Szłapka przekazał, że premier jest gotów na konfrontację przed sądem, dając do zrozumienia, że jest przekonany o swojej racji. Zrzeczenie immunitetu, zgodnie z procedurą, trafia teraz do prac sejmowych.

Dlaczego to ważne

Sprawa dotyka jednego z najgorętszych sporów polskiej polityki — wokół finansowania instytucji powiązanych z byłym ministrem sprawiedliwości i wątków badanych przez ABW. Decyzja premiera o dobrowolnym zrzeczeniu się immunitetu to mocny gest polityczny: zamiast zasłaniać się ochroną mandatu, Tusk deklaruje gotowość do rozstrzygnięcia sporu w sądzie. Dla opinii publicznej oznacza to, że zarzuty i kontrargumenty obu stron zostaną najpewniej zweryfikowane na sali sądowej — a nie tylko w politycznej wymianie ciosów. Do czasu wyroku obowiązuje domniemanie niewinności, a twierdzenia obu stron pozostają ich stanowiskami.