Rekordowe temperatury, sięgające pod koniec czerwca niemal 40 stopni, wygnały Polaków nad jeziora, rzeki i morze. Razem z tłumami nad wodą wrócił też dramatyczny rachunek ofiar.
Bilans, który rośnie z dnia na dzień
Jak podaje Rzeczpospolita, powołując się na dane policji, od 1 czerwca w Polsce utonęły co najmniej 34 osoby, z czego dwie w ciągu jednej tylko doby. To pokazuje, jak gwałtownie sezon letni i upały przekładają się na liczbę śmiertelnych wypadków.
Dla kontekstu: od 1 stycznia do końca maja 2026 roku utonęło w Polsce 65 osób — to znaczy, że pierwsze tygodnie wakacyjnej aury dorzuciły do tej liczby ponad połowę w zaledwie miesiąc. Długoterminowo statystyki utonięć w Polsce spadają — w całym 2025 roku odnotowano 292 ofiary wobec 444 rok wcześniej, jak wynika z danych Komendy Głównej Policji — ale każde lato wciąż przynosi falę tragedii, którym w większości można było zapobiec.
Apel służb
„Woda to żywioł – chwila nieuwagi może zakończyć się tragedią. Każdego roku dochodzi do utonięć, którym można zapobiec. Dbaj o bezpieczeństwo swoje i innych. Twoja rozwaga może uratować życie” — apeluje policja, przypominając zarazem o numerze alarmowym 112.
Zasady, które ratują życie
Ratownicy i policja od lat powtarzają kilka prostych reguł, które radykalnie zmniejszają ryzyko:
- Kąp się tylko na strzeżonych kąpieliskach — obecność ratownika to realna linia ratunku.
- Nigdy nie wchodź do wody po alkoholu — fałszuje on ocenę własnych możliwości i spowalnia reakcje; to jedna z najczęstszych przyczyn utonięć dorosłych.
- Nie spuszczaj dzieci z oczu — nawet płytka woda bywa groźna; mały moment nieuwagi wystarczy.
- Nie skacz „na główkę” w nieznanych miejscach — dno może być płytsze lub twardsze, niż się wydaje.
- Zakładaj kamizelkę na kajaku czy łódce, a przy dalszym pływaniu używaj bojki asekuracyjnej.
Gdy widzisz tonącego
W razie zagrożenia należy natychmiast zadzwonić pod numer 112. Osobie tonącej najlepiej podać lub rzucić coś pływającego — linę, koło, deskę — zamiast wskakiwać do wody bez przeszkolenia. Próba ratowania na własną rękę zbyt często kończy się dwiema ofiarami zamiast jednej.



