Kupowanie tańszego zamiennika drogiego kosmetyku kojarzyło się kiedyś z kompromisem, do którego lepiej się nie przyznawać. Dziś jest odwrotnie: to element świadomego stylu zakupów, którym młodzi konsumenci wręcz się chwalą.
Co to właściwie jest
Jak opisuje Rzeczpospolita, „superpodróbki", czyli z angielska dupe, to wysokiej jakości odpowiedniki lub ulepszone, ale znacznie tańsze wersje popularnych produktów.
Kluczowe jest jedno rozróżnienie. To nie są nielegalne podróbki podszywające się pod cudzą markę. Dupe działa inaczej: korzysta na przykład z wygasłych patentów albo wycofanych receptur, oferując podobny efekt pod własną nazwą i w niższej cenie. Różnica między „superpodróbką" a fałszerstwem jest więc zasadnicza, także prawnie.
Kto naśladuje kogo
Materiał wskazuje konkretne przykłady. Wśród marek tworzących tańsze odpowiedniki wymieniane są między innymi MCo Beauty, e.l.f., Essence i NYX. Naśladowane bywają zaś marki z wyższej półki, takie jak Sol de Janeiro, Estée Lauder, Glossier czy Charlotte Tilbury.
Zjawisko nie ogranicza się przy tym do kosmetyków. Podobny mechanizm widać w sprzęcie do stylizacji włosów, gdzie punktem odniesienia bywa Dyson, oraz w sprzętach kuchennych. O oferowanie tańszych zamienników bywają oskarżane także sieci handlowe, jak Aldi czy Trader Joe's.
Napędza to TikTok
Motorem trendu jest młode pokolenie i media społecznościowe, przede wszystkim TikTok. To tam porównania drogiego oryginału z tańszym zamiennikiem stają się treścią, którą się ogląda, komentuje i powiela.
Zmienił się przy tym sam stosunek do takich zakupów. Jak podkreśla źródło, sięganie po tańsze odpowiedniki stało się powodem do dumy, a nie wstydu. Dla części konsumentów to forma sprzeciwu wobec rosnących cen produktów premium, których działanie bywa zbliżone do znacznie tańszych zamienników.
Czego nie wiemy
Warto zachować rzetelność co do skali. Materiał opisuje zjawisko jako dynamicznie się rozwijające i mocno zmieniające rynek urody, ale nie podaje konkretnych liczb: wielkości rynku ani procentowych wzrostów. To znak, że mówimy o wyraźnym, obserwowalnym trendzie, którego dokładnej skali nie sposób tu podać.
Nie zmienia to jednak wymowy samego zjawiska. Rosnąca akceptacja dla tańszych zamienników pokazuje, jak zmienia się myślenie młodych konsumentów: prestiż marki przestaje być wartością samą w sobie, a liczy się relacja ceny do efektu. Dla producentów z najwyższej półki to sygnał, że sama etykieta nie wystarcza już, by uzasadnić wysoką cenę.



