To nie jest zwykły proces kryminalny. Splatają się w nim polityka, emigracja i podejrzenia o grę rosyjskich służb, a im bliżej szczegółów, tym więcej znaków zapytania. Dlatego wymaga szczególnej ostrożności w relacjonowaniu.
Kim jest oskarżony
Jak podaje Rzeczpospolita, Anatolij B. to rosyjski prawnik i działacz antyputinowski, który mieszka w Polsce od niemal dekady, a od trzech lat ma tu azyl polityczny. Wcześniej, jak podaje źródło, spędził osiem lat w rosyjskiej kolonii karnej.
To ważny kontekst, bo pokazuje, że mamy do czynienia z osobą, która sama była represjonowana przez reżim, a teraz zasiada na ławie oskarżonych.
O co jest oskarżony
Prokuratura zarzuca Anatolijowi B. pięć czynów, z czego trzy dotyczą sprawstwa kierowniczego, czyli kierowania działaniami innych. Chodzi o serię ataków wymierzonych w osoby związane z antykorupcyjną fundacją Aleksieja Nawalnego. Za każdy z czynów grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.
Ataki, o których mowa, miały miejsce w latach 2023–2024. Według aktu oskarżenia było to podpalenie repliki celi Nawalnego w Wilnie w lipcu 2023 roku, napaść w Buenos Aires we wrześniu 2023 roku oraz atak młotkiem na Leonida Wołkowa, bliskiego współpracownika Nawalnego, w Wilnie w marcu 2024 roku. Proces ruszył 22 lipca 2026 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie, a oskarżony przebywa w areszcie i nie przyznaje się do winy.
Trzeba tu wyraźnie zaznaczyć: to zarzuty, a nie ustalona wina. O tym, czy Anatolij B. rzeczywiście stał za tymi atakami, rozstrzygnie sąd.
Zagadki, które budzą wątpliwości
Sprawa jest o tyle nietypowa, że sam materiał źródłowy wskazuje na jej słabe punkty. Kluczowe dowody to rzekome wiadomości SMS między oskarżonym a rosyjskim miliarderem Leonidem Niewzlinem, ale ich autentyczność nie została potwierdzona, a śledczy nie dysponowali oryginalnymi nośnikami. Część materiału miała pochodzić od osoby powiązanej z rosyjską służbą FSB.
Do tego dochodzi fakt, że Leonid Niewzlin, wskazywany jako zleceniodawca, nie został przez polskich śledczych przesłuchany. Takie luki każą ostrożnie podchodzić do całej konstrukcji oskarżenia.
Prowokacja czy przestępstwo
To prowadzi do zasadniczego pytania, które wisi nad procesem: czy mamy do czynienia z realnym przestępstwem, czy z rosyjską prowokacją wymierzoną w środowisko opozycji na emigracji. Obie wersje są na tym etapie hipotezami, a rozstrzygnięcie należy do sądu.
Dla porządku warto oddzielić to, co pewne, od tego, co niejasne. Pewne jest, że proces się rozpoczął i jakie zarzuty postawiono. Niejasne pozostaje pochodzenie i wiarygodność części dowodów. Właśnie dlatego to sprawa, którą trzeba śledzić uważnie, bez przesądzania wyniku, bo w tle mogą działać interesy wykraczające daleko poza salę sądową.



