Nie każda tajemnica warta jest wieloletniego czekania na rozwiązanie. Jak pisze Rzeczpospolita, serial „Stamtąd”, reklamowany jako następca „Zagubionych”, okazuje się pułapką na widza.

Miasteczko bez wyjścia

„Stamtąd”, znany na świecie jako „From”, opowiada o niewielkiej miejscowości, z której nie sposób się wydostać. Każda próba wyjazdu prowadzi z powrotem do punktu wyjścia, a po zmroku bohaterów atakują tajemnicze, groźne stworzenia.

To punkt wyjścia, który łączy horror z zagadką. Mieszkańcy muszą nie tylko przetrwać kolejne noce, ale i zmierzyć się z pytaniem, gdzie właściwie się znaleźli i dlaczego nie mogą wrócić do normalnego życia.

Cień „Zagubionych”

Serial od początku był promowany jako duchowy spadkobierca „Zagubionych”, jednego z najgłośniejszych seriali ostatnich dekad. To skojarzenie działa jak magnes, bo widzowie kochają wielkie, wielowątkowe zagadki.

Ale porównanie z kultową produkcją to broń obosieczna. „Zagubieni” wyznaczyli poprzeczkę, którą trudno przeskoczyć, zwłaszcza w tym, jak budowano napięcie i więzi między bohaterami. Każda kolejna opowieść o grupie ludzi uwięzionych w tajemniczym miejscu jest dziś mierzona tą miarą.

Recenzent: pułapka na widza

Sedno tekstu „Rzeczpospolitej” jest jednak krytyczne. Zdaniem recenzenta twórcy zadbali o to, by widzowie zostali uwięzieni w patologicznej relacji z serialem, niczym jego bohaterowie w nawiedzonej miejscowości.

Chodzi o mechanizm dobrze znany fanom seriali-zagadek. Kolejne sezony podsycają ciekawość i mnożą pytania, ale skąpią odpowiedzi. Widz, który zainwestował już swój czas, czuje się zobowiązany oglądać dalej, choć satysfakcji przybywa coraz mniej. Szczególnie krytycznie recenzent ocenia najnowszy, czwarty sezon.

Oglądać czy odpuścić

Dla miłośników niepokojących klimatów i powolnego odkrywania tajemnicy „Stamtąd” wciąż może być kuszącą propozycją. Atmosfera grozy i ciekawie zarysowany punkt wyjścia robią wrażenie, zwłaszcza na początku.

Warto jednak wiedzieć, w co się wchodzi. Jeśli od serialu-zagadki oczekujemy przede wszystkim satysfakcjonującego rozwiązania, ostrzeżenie recenzenta brzmi rozsądnie: bywa, że zamiast odpowiedzi dostajemy tylko kolejne pytania, a wraz z nimi rosnące poczucie, że twórcy grają na naszej cierpliwości.