Temat stałej, amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce wraca ze zdwojoną siłą. Tym razem nie chodzi o symbole, lecz o konkretną propozycję złożoną Pentagonowi — choć eksperci przestrzegają przed nadmiernym optymizmem.
Propozycja na stole
Jak informuje Notes From Poland, polski rząd formalnie zwrócił się do Stanów Zjednoczonych z wnioskiem o utworzenie nowej, stałej bazy wojskowej. Strona amerykańska oczekuje teraz uszczegółowienia polskich propozycji. Według doniesień medialnych w grze mogą być lokalizacje na zachodzie kraju, a koszt budowy infrastruktury — szacowany na kilkanaście miliardów złotych — spoczywałby w dużej mierze na Polsce. Te szczegóły nie zostały jednak oficjalnie potwierdzone.
Ekspert: sens jest, ale „nie na jutro”
W rozmowie cytowanej przez TVN24 analitycy wskazują, że z perspektywy strategicznej stała baza w Polsce „ma sens”, a polityczna wola istnieje po obu stronach. Argumentem przemawiającym za Polską są rekordowe wydatki na obronność — najwyższe w NATO w relacji do PKB — które w Waszyngtonie traktowane są jako dowód sojuszniczej wiarygodności. Eksperci podkreślają jednak, że to „nie jest decyzja dotycząca jutra”: nawet przy szybkiej zgodzie politycznej samo wdrożenie zajmie lata.
Co już dziś mają Amerykanie w Polsce
Obecność USA w Polsce nie jest nowością. Podstawą prawną jest umowa o wzmocnionej współpracy obronnej (EDCA) z 2020 roku, dająca Amerykanom dostęp do kilkunastu polskich obiektów wojskowych. W marcu 2023 roku w Poznaniu (Camp Kościuszko) zaczął działać pierwszy stały garnizon wojsk USA na polskiej ziemi, a wcześniej ulokowano tam wysuniętą kwaterę dowództwa V Korpusu US Army, koordynującego operacje na wschodniej flance NATO — co potwierdza Ministerstwo Obrony Narodowej.
Łącznie na terenie Polski stacjonuje obecnie około 10 tysięcy amerykańskich żołnierzy — m.in. w Poznaniu, Powidzu oraz w Redzikowie, gdzie działa baza systemu obrony przeciwrakietowej. Nowa, stała baza byłaby więc nie tyle początkiem obecności, ile jej trwałym zakorzenieniem.
Od „Fortu Trump” do dziś
Pomysł stałej bazy — pod chwytliwą nazwą „Fort Trump” — pojawił się już za pierwszej kadencji Donalda Trumpa. Sama nazwa nie przyjęła się, a Waszyngton obawiał się wówczas wrażenia projektu prestiżowego. Idea przetrwała jednak w innej formie: to właśnie z tamtych rozmów wyrosły EDCA i garnizon w Poznaniu. Dziś, przy Trumpie znów w Białym Domu i Polsce wydającej ponad 4 proc. PKB na obronę, temat wrócił na poważnie.
Co sprzyja, a co przeszkadza
Polsce sprzyja kilka czynników: rekordowe nakłady na wojsko, położenie geograficzne na styku z Rosją (przez Obwód Kaliningradzki) i Białorusią oraz konsekwentnie budowane relacje z Waszyngtonem. Po drugiej stronie szali są jednak realne przeszkody — trwający w Pentagonie przegląd rozmieszczenia sił USA w Europie, który może zmienić priorytety, oraz koszty infrastruktury obciążające głównie polski budżet.
Jedno się jednak zmieniło: Polska nie pyta już o rotacyjną obecność sojusznika. Pyta o obecność na stałe — a to negocjacje innego kalibru, których finał poznamy zapewne dopiero za kilka lat.



