Dla wielu rodzin polskiego pochodzenia w Kazachstanie powrót do ojczyzny przodków to marzenie kilku pokoleń. Marszałek Senatu przekonuje, że nie ma na nie już wiele czasu.
Apel z Senatu
Jak podaje Rzeczpospolita, Marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska zaapelowała o przyspieszenie procesu repatriacji. „Musimy przyspieszyć repatriację Polaków. Czas ucieka" — powiedziała. Słowa padły w czasie obchodów 90. rocznicy sowieckich deportacji Polaków do Kazachstanu — wydarzenia, które wyjaśnia, kim są dzisiejsi oczekujący na powrót: to w dużej mierze potomkowie zesłanych rodzin.
Kolejka, która stoi w miejscu
Na repatriację czeka około 7 tysięcy osób, z czego mniej więcej 70 proc. mieszka w Kazachstanie. To liczba, która — jak zwraca uwagę „Rzeczpospolita" — od wielu lat niemal się nie zmienia. Dlatego apel o przyspieszenie nie jest formalnością: dla części oczekujących, zwłaszcza osób starszych, kolejne lata zwłoki mogą oznaczać, że nie doczekają powrotu.
Co blokuje powroty
Marszałek wskazała trzy główne przeszkody: niewystarczające środki w budżecie, mało atrakcyjne oferty mieszkaniowe (wielu repatriantów czeka na propozycje z większych miast) oraz ograniczoną przepustowość dwóch ośrodków adaptacyjnych, w których wracający uczą się m.in. języka polskiego. To wąskie gardła, przez które nawet chętni do powrotu utykają w procedurach.
Pieniądze i wola polityczna
Jest i jaśniejsza strona. Jak zaznaczono, obecny rząd zwiększył nakłady na repatriację o 80 mln zł. Sama wola finansowa nie wystarczy jednak, jeśli nie nadążają za nią rozwiązania systemowe — sprawniejsze procedury i więcej miejsc dla wracających. Apel Kidawy-Błońskiej to przypomnienie, że repatriacja to nie tylko kwestia budżetu, ale i czasu, którego dla najstarszego pokolenia Polaków na Wschodzie jest coraz mniej.



