Trwająca fala upałów osiągnęła w niedzielę punkt, na który Polska czekała — niestety — od ponad stulecia.

40,3 stopnia w Toruniu

Jak podaje Rzeczpospolita, stacja IMGW w Toruniu odnotowała w niedzielę 40,3°C — według danych operacyjnych. Powyżej lub blisko 40 stopni było też m.in. w Słubicach, a w Warszawie termometry wskazały 37,5°C. To wartości ekstremalne nawet jak na coraz gorętsze polskie lata.

Rekord sprzed ponad stu lat

Dotychczasowy rekord ciepła w Polsce to 40,2°C, zmierzone w lipcu 1921 roku w Prószkowie na Opolszczyźnie. Niedzielny pomiar z Torunia tę wartość przekracza — a to oznaczałoby, że padł najwyższy wynik w historii krajowych pomiarów. Kluczowe słowo brzmi jednak: „jeśli".

Najpierw weryfikacja

IMGW studzi emocje i przypomina, że wynik jest wstępny. „Wartość ta podlega standardowej procedurze weryfikacji i kontroli jakości zgodnie z obowiązującymi procedurami IMGW-PIB" — zaznaczył instytut. Zanim rekord zostanie ogłoszony oficjalnie, pomiar musi przejść kontrolę, która wyklucza błędy aparatury czy lokalne anomalie. Dlatego na razie mówimy o „możliwym" rekordzie, a nie o pewniku.

Europa w ogniu

Polskie upały to fragment szerszej, rekordowej fali gorąca nad Europą. Tego samego dnia w Czechach odnotowano 41,1°C — najwyższą temperaturę w historii pomiarów u naszych południowych sąsiadów. Synoptycy wiążą zjawisko z napływem gorącego powietrza z południa i utrzymującym się wyżem. Niezależnie od tego, czy toruński rekord zostanie formalnie potwierdzony, jedno jest pewne: 40 stopni w Polsce przestaje być abstrakcją, a przygotowanie kraju na takie upały staje się realnym wyzwaniem.