W Warszawie ruszają przygotowania do próby odwołania prezydenta miasta. Jak podaje Rzeczpospolita, znane są już szczegóły planowanego referendum w sprawie Rafała Trzaskowskiego.

Kto stoi za inicjatywą

Akcję pod nazwą Stołeczna Operacja Referendalna prowadzi Maciej Wilk, prezes stowarzyszenia „Tak dla CPK". To on zapowiedział zbiórkę podpisów i podkreśla, że chce wykorzystać obecne emocje mieszkańców, bo, jak mówi, takie okno nie pozostaje otwarte w nieskończoność.

Inicjatywa ma charakter obywatelski, a jej powodzenie zależy od mobilizacji warszawiaków. To od nich, a nie od partii, zależy, czy uda się zebrać wymaganą liczbę podpisów.

Ile podpisów i kiedy głosowanie

Do złożenia wniosku o referendum potrzeba co najmniej 132 tysięcy podpisów. Organizatorzy zakładają, że część zostanie odrzucona przy weryfikacji, więc chcą zebrać ich z zapasem. Zbiórka miałaby ruszyć pod koniec lipca i objąć sierpień oraz wrzesień.

Jeśli procedura przebiegnie sprawnie, referendum mogłoby się odbyć w grudniu 2026 roku. To jednak scenariusz optymistyczny, zależny od tempa zbierania podpisów i decyzji komisarza wyborczego.

Wysoki próg ważności

Największym wyzwaniem będzie frekwencja. Aby odwołać Trzaskowskiego, do urn musiałoby pójść około 467 tysięcy osób. Ten próg wynika z przepisów: referendum w sprawie odwołania jest ważne, gdy weźmie w nim udział co najmniej trzy piąte liczby osób, które w wyborach w 2024 roku zagłosowały na obecnego prezydenta.

To poprzeczka bardzo wysoka. Dla porównania, poprzednie warszawskie referendum, wymierzone w 2013 roku w Hannę Gronkiewicz-Waltz, zakończyło się niepowodzeniem. Frekwencja wyniosła wtedy 25,66 procent, podczas gdy wymagane było około 29 procent.

Polityczne tło

Bezpośrednim impulsem do akcji jest afera wokół Szpitala Południowego, która wstrząsnęła warszawskim samorządem. Po jej ujawnieniu Trzaskowski przyjął dymisje dwóch wiceprezydentek i zapowiedział odpolitycznienie miejskich spółek.

Na razie Prawo i Sprawiedliwość nie zdecydowało, czy oficjalnie poprze inicjatywę. Historia pokazuje, że kluczowa będzie zdolność organizatorów do zmobilizowania mieszkańców. Bez masowego udziału w głosowaniu, nawet przy dużym niezadowoleniu, referendum może podzielić los tego sprzed lat.