Polska jest potęgą w produkcji drobiu w Unii Europejskiej — i właśnie dlatego każda fala ptasiej grypy uderza w nią szczególnie mocno.
Wybijane stada
Jak opisuje Rzeczpospolita, kolejne ogniska wysoce zjadliwej grypy ptaków (HPAI) zmuszają hodowców do wybijania całych stad. Procedura jest bezlitosna: wykrycie wirusa w fermie oznacza likwidację ptaków i kwarantannę w okolicy. W skali kraju to miliony zwierząt rocznie i ogromne straty — bo wraz z ptakami znika zdolność produkcyjna, którą odbudowuje się miesiącami.
Drożejące jaja i mięso
Najszybciej skutki odczuwają konsumenci. Ubytek kur niosek przekłada się na mniejszą podaż jaj i presję na ceny, a rosnące koszty bioasekuracji oraz dezynfekcji podnoszą koszty produkcji mięsa drobiowego. W efekcie zarówno jaja, jak i drób drożeją, a okresowe niedobory dotykają przetwórców i sklepy. Konkretne stawki zmieniają się z tygodnia na tydzień, ale kierunek jest jeden — w górę.
Eksport pod presją
Dla polskiej branży drobiarskiej, która znaczną część produkcji wysyła za granicę, ogniska grypy oznaczają też kłopoty w handlu. Wykrycie wirusa zwykle skutkuje czasowymi zakazami importu nakładanymi przez kraje odbierające polski drób i jaja. To otwiera pole konkurentom i uderza w przychody z eksportu — jednego z filarów tego sektora.
Wsparcie i co dalej
Państwo i UE próbują łagodzić straty. Hodowcy mogą liczyć na odszkodowania za wybite stada, a Komisja Europejska uruchamiała środki pomocowe dla polskich producentów dotkniętych epidemią — jak podaje Komisja Europejska. Eksperci podkreślają jednak, że rekompensaty nie rozwiązują sedna problemu — czyli powstrzymania rozprzestrzeniania się wirusa, który nasila się zwłaszcza w chłodniejszych miesiącach, m.in. wraz z migracjami dzikiego ptactwa. Branża czeka na skuteczniejszą profilaktykę i długofalową strategię; bez nich „życie w cieniu ptasiej grypy" pozostanie dla polskiego drobiu corocznym scenariuszem.



