Jeden z najbardziej niezwykłych bohaterów polskiej historii wojskowej może doczekać się pomnika w stolicy.

Decyzja radnych

Jak podaje Rzeczpospolita, radni dzielnicy Śródmieście poparli projekt uchwały w sprawie budowy pomnika niedźwiedzia Wojtka. Monument miałby stanąć u zbiegu ulic Andersa i Nowolipki — na skwerze noszącym imię Wojtka, w pobliżu Komendy Stołecznej Policji. Inwestorem przedsięwzięcia jest Polsko-Szkocka Fundacja im. Kaprala Misia Wojtka.

To jednak dopiero początek drogi: chodzi o poparcie pomysłu, poparte także pozytywną opinią stołecznej komisji ds. pomników, a nie o gotowy, sfinansowany projekt. Do postawienia pomnika droga jeszcze daleka.

Kim był Wojtek

Wojtek to niedźwiedź brunatny, który w czasie II wojny światowej stał się nieformalnym żołnierzem 2. Korpusu Polskiego. Osierocone niedźwiedzię przygarnęli polscy żołnierze na Bliskim Wschodzie; z czasem zwierzę dorastało wśród wojska, dzieląc z żołnierzami trudy szlaku bojowego.

Największą sławę Wojtek zyskał podczas bitwy o Monte Cassino w 1944 roku, gdzie — jak głosi wojskowa legenda — pomagał przenosić skrzynie z amunicją artyleryjską. Na pamiątkę jego „służby” wizerunek niosącego pocisk niedźwiedzia stał się znakiem jednostki, a samo zwierzę formalnie wpisano na listę żołnierzy.

Po wojnie

Po zakończeniu wojny Wojtek trafił do Wielkiej Brytanii, a następnie zamieszkał w zoo w Edynburgu, gdzie spędził resztę życia i stał się ulubieńcem odwiedzających. Zmarł w 1963 roku. Do dziś upamiętniają go pomniki m.in. w Szkocji i we Włoszech, a jego historia pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych i wzruszających wątków szlaku 2. Korpusu.

Dlaczego to ważne

Pomnik w Warszawie — jeśli ostatecznie powstanie — byłby symbolicznym powrotem Wojtka do Polski, kraju, którego formacji był częścią, choć nigdy w nim nie był. To także przykład, że pamięć historyczna potrafi przybierać ciepłe, ludzkie (a w tym wypadku wręcz zwierzęce) oblicze, które trafia do wyobraźni kolejnych pokoleń. Na razie jednak inicjatywa czeka na kolejne etapy procedury.