Polska wciąż jest tańsza niż średnia Unii — ale ta różnica topnieje w tempie, które zwraca uwagę ekonomistów.

Co trzy czwarte unijnej średniej

Jak podaje Bankier.pl za analizą Polskiego Instytutu Ekonomicznego, poziom cen w Polsce sięgnął w 2025 roku około 73,3 proc. średniej unijnej. Dziesięć lat wcześniej było to niespełna 58 proc. — to skok o ponad 15 punktów procentowych w dekadę. Tańsze od Polski pozostają w Unii już tylko Rumunia i Bułgaria; na drugim biegunie są Dania, Irlandia i Luksemburg, gdzie ceny przekraczają 130 proc. unijnej średniej.

Usługi drożeją najszybciej

Zbliżanie się do zachodnich cen nie rozkłada się równo. Towary — odzież, sprzęt AGD, samochody — już od dawna kosztują w Polsce zbliżone kwoty do tych w UE. To usługi i energia ciągną poziom cen w górę: gaz i prąd zdrożały w ostatnich latach niemal dwukrotnie, a usługi takie jak fryzjer, dentysta czy remont podrożały o kilkadziesiąt procent. Złożyły się na to wzrost kosztów energii oraz szybko rosnące wynagrodzenia, które najmocniej przekładają się na ceny pracochłonnych usług.

Dwie strony konwergencji

Szybkie zbliżanie cen ma jasną stronę: zwykle towarzyszy mu jeszcze szybszy wzrost płac, więc realna siła nabywcza Polaków rośnie, a kraj bogaci się względem zachodu. To naturalny efekt doganiania zamożniejszej Unii.

Jest jednak i druga strona. Model konkurencyjności oparty na niskich kosztach powoli się wyczerpuje. Jeśli ceny — zwłaszcza usług — będą rosnąć szybciej niż wydajność polskiej gospodarki, część przewagi kosztowej zniknie, zanim produktywność dogoni zachodni poziom. Jak zauważa Eurostat, w całej Unii trwa łagodna konwergencja cen — a Polska jest dziś w jej czołówce. Pytanie, czy równie szybko będzie rosła nasza produktywność, pozostaje otwarte.