W czasie fali upałów, o której piszemy od dni, nawodnienie to nie tylko kwestia tego, ile wypijemy. Liczy się też to, co jemy — i czy uzupełniamy minerały tracone z potem.

Wodę dostarcza też jedzenie

Jak zwraca uwagę Rzeczpospolita, część płynów organizm czerpie nie z napojów, lecz z pożywienia. Dlatego w upały warto sięgać po warzywa i owoce o wysokiej zawartości wody — arbuz, ogórek, pomidor, truskawki, melon czy sałatę. To produkty, które w znacznej części składają się z wody, a przy tym dostarczają witamin i minerałów. Dobrze skomponowany letni talerz realnie wspiera nawodnienie, a nie tylko zaspokaja głód.

Rola elektrolitów

Pijąc, uzupełniamy wodę — ale wraz z potem tracimy też elektrolity, czyli minerały takie jak sód, potas czy magnez, które pomagają utrzymać równowagę płynów w organizmie i wpływają m.in. na pracę mięśni. Przy intensywnym poceniu samo picie czystej wody może nie wystarczyć, a w skrajnych przypadkach nadmierne „przepłukiwanie" organizmu wodą bywa wręcz niekorzystne. Dlatego warto zadbać o minerały — niekoniecznie sięgając od razu po gotowe izotoniki: dostarczą ich także zwykłe posiłki, zupy czy bogate w potas warzywa i owoce.

Jak się nawadniać w praktyce

Kilka prostych zasad na gorące dni:

  • pij regularnie, małymi porcjami, nie czekając na silne pragnienie;
  • stawiaj na wodę, ale uzupełniaj ją wodnistymi warzywami i owocami;
  • pamiętaj o elektrolitach, zwłaszcza gdy dużo się pocisz lub uprawiasz sport;
  • obserwuj barwę moczu — jasna, słomkowa zwykle świadczy o dobrym nawodnieniu, ciemna to sygnał, że pora się napić.

Szczegółowe zalecenia co do ilości płynów bywają różne i zależą od wieku, masy ciała, aktywności i pogody — w razie wątpliwości, zwłaszcza przy chorobach przewlekłych, warto skonsultować się z lekarzem. W upały zasada jest jednak prosta: nawadniaj się świadomie, łącząc picie z odpowiednią dietą — to najlepsza ochrona przed przegrzaniem i osłabieniem.