Polacy chcą się badać — pokazuje to bilans pierwszego roku programu „Moje zdrowie". Pytanie brzmi, czy system potrafi tę chęć dobrze wykorzystać.
Czym jest „Moje zdrowie”
Jak przypomina portal pacjenta, „Moje zdrowie" to bezpłatny bilans zdrowia dla dorosłych, dostępny dla osób ubezpieczonych w NFZ. Program ruszył w 2025 roku jako odpowiedź na słabość polskiej profilaktyki. Schemat jest prosty: pacjent wypełnia ankietę o stylu życia i historii zdrowia, następnie otrzymuje skierowanie na zestaw badań (m.in. podstawową morfologię i badania metaboliczne), a całość ma kończyć się wizytą podsumowującą i indywidualnymi zaleceniami.
Bilans po roku
Jak podaje Rzeczpospolita, zainteresowanie programem po roku jest spore — z badań skorzystały miliony Polaków, a kolejni rozpoczęli proces od ankiety. (Dokładne liczby uczestników podawane w doniesieniach warto traktować orientacyjnie.) Wyraźnie chętniej z profilaktyki korzystają kobiety. To dowód, że gdy badania są darmowe i łatwo dostępne, Polacy po nie sięgają.
Gdzie zacina się system
Sukces frekwencyjny obnaża jednak słabość strukturalną. Profilaktyka działa najlepiej jako łańcuch: ankieta → badania → wizyta podsumowująca → ewentualna wczesna interwencja. W praktyce poszczególne ogniwa bywają słabo połączone — część pacjentów nie trafia na wizytę podsumowującą, a wyniki nie zawsze przekładają się na dalsze działania. Eksperci wskazują, że samo udostępnienie badań nie wystarczy; potrzebna jest koordynacja między podstawową opieką zdrowotną, specjalistami i systemem przypomnień.
Co dalej
Wśród rekomendacji pojawiają się pomysły na aktywne zapraszanie pacjentów na badania (zamiast biernego czekania, aż sami się zgłoszą) oraz mocniejsze włączenie pracodawców i edukacji zdrowotnej. Kierunek jest słuszny: lepiej zapobiegać niż leczyć, a wczesne wykrycie choroby ratuje życie i obniża koszty. „Moje zdrowie" pokazało, że popyt na profilaktykę istnieje — teraz wyzwaniem jest takie ułożenie systemu, by ta energia nie rozeszła się po drodze. Bez tego program pozostanie dobrym początkiem, a nie realną zmianą w zdrowiu Polaków.



