Zarwana noc raz na jakiś czas nikogo nie dziwi — ale chroniczny brak snu wśród młodych Polaków urasta do problemu z realnym rachunkiem dla całej gospodarki.
Co trzeci śpi za krótko
Jak podaje „Rzeczpospolita”, z raportu „Sen młodych Polaków. Straty w gospodarce” — przygotowanego przez UCE Research i platformę ePsycholodzy na próbie 829 osób w wieku 18–35 lat — wynika, że 33,05 proc. badanych śpi 6 godzin lub mniej na dobę. W szczegółach: 2,17 proc. śpi poniżej 4 godzin, 8,32 proc. od 4 do 5 godzin, a 22,56 proc. od 5 do 6 godzin. Tymczasem zalecana norma dla tej grupy wiekowej to 7–9 godzin.
Rachunek dla gospodarki
Autorzy przeliczyli skutki niedoboru snu na pieniądze. Wychodzi z tego około 8,73 mld zł strat rocznie oraz 17,45 mln utraconych roboczodniówek. W obliczeniach przyjęto, że jeden dzień absencji pracownika kosztuje pracodawcę średnio 500 zł.
To jednak nie wszystko. Michał Pajdak z ePsycholodzy zwraca uwagę na zjawisko prezenteizmu — sytuacji, w której zmęczony pracownik jest wprawdzie obecny w pracy, ale funkcjonuje poniżej swoich możliwości. Powołując się na analizę Kesslera z 2012 roku, wskazuje, że spadek produktywności wywołany bezsennością odpowiada utracie ok. 11,3 dnia pracy rocznie na osobę (a przy uwzględnieniu chorób współistniejących — 7,8 dnia).
Nie tylko pieniądze
Konsekwencje niedosypiania wykraczają poza statystyki. Chroniczny brak snu pogarsza funkcje poznawcze — utrudnia koncentrację, zapamiętywanie i trafną ocenę sytuacji. W zawodach wymagających czujności, jak kierowcy, operatorzy maszyn czy personel medyczny, przekłada się to wprost na wyższe ryzyko błędów i wypadków.
Dlaczego to ważne
Raport pokazuje, że sen to nie prywatna sprawa, lecz czynnik o wymiernym znaczeniu gospodarczym i zdrowotnym. Dla pracodawców to argument, by traktować kondycję i higienę snu pracowników jako element efektywności, a nie fanaberię. Dla samych młodych — przypomnienie, że przewlekłe „odsypianie na później” ma swoją cenę, płaconą zarówno zdrowiem, jak i portfelem.



