Jeszcze niedawno udział osób przed trzydziestką wśród kupujących nowe mieszkania był znaczący. Dziś deweloperzy mówią o spadku, który trudno zignorować.

Młodzi znikają z rynku zakupów

Według analizy serwisu Infor.pl osoby poniżej 30. roku życia stanowią obecnie zaledwie 10–15 proc. nabywców nowych mieszkań, podczas gdy przed pandemią było to według deweloperów 30–40 proc.

Powód nie jest tajemnicą. To prosta matematyka: ceny w dużych miastach sięgają kilkunastu tysięcy złotych za metr, a do tego dochodzi konieczność zgromadzenia wkładu własnego i kosztowna rata kredytu. Ceny w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu w ostatnich latach potrafiły rosnąć o kilkanaście procent rocznie.

Wynajem przestaje być wstydliwy

Największa zmiana mentalna dotyczy własności. W polskim, mocno „rodzinno-własnościowym" modelu mieszkanie na własność było dotąd niemal obowiązkowym etapem dorosłości. Badania omawiane w czasopiśmie Housing Studies pokazują jednak, że dostęp młodych do własnego lokum spada, a lukę wypełnia dłuższe mieszkanie z rodzicami albo najem. Blisko 80 proc. polskich respondentów deklaruje, że byliby w stanie mieszkać w wynajmowanym lokalu — głównie ze względu na większą mobilność, rosnące ceny i niechęć do wieloletniego kredytu.

To nie jest wyłącznie polska anomalia. Globalnie rynek co-livingu rośnie: według Grand View Research jego wartość szacowano na 7,82 mld dolarów w 2024 r., z prognozą wzrostu do około 16 mld dolarów do 2030 r. To jednak dane prognostyczne, nie pewnik.

Lokalizacja i wspólne strefy ponad metraż

Młodzi inaczej definiują „dobre mieszkanie". Jak opisuje Arch NEWS, ponad połowa osób w wieku 18–35 lat oczekuje dostępu do przestrzeni wspólnych — coworkingu, siłowni czy ogrodów. Atrakcyjna lokalizacja i dobra komunikacja miejska bywają dla nich ważniejsze niż sama liczba metrów. Stąd rosnąca popularność mikroapartamentów — małych metraży w dobrych lokalizacjach. Część komentatorów ostrzega jednak, że bywają one też zwykłą reakcją na wysokie ceny, a nie świadomym wyborem.

Wybór czy konieczność?

Na tym polega cała dwuznaczność trendu. Z jednej strony młodzi naprawdę cenią elastyczność, doświadczenia i wspólnotę bardziej niż status właściciela. Z drugiej — w wielu przypadkach po prostu nie stać ich na to, co mieli rodzice. Rynek już to wyczuwa: gdy w 2026 r. spadły stopy procentowe, część deweloperów odnotowała wzrost udziału młodych klientów z 10 do 15 proc. To sygnał, że za „nową filozofią mieszkania" wciąż stoi twarda ekonomia.