Podlaskie tuż za Warszawą

Najnowsze dane GUS z badania „Budżety gospodarstw domowych 2025" wytrącają z utartych schematów. Pod względem dochodów rozporządzalnych na osobę liderem pozostaje region warszawski stołeczny (ok. 4508 zł miesięcznie), ale drugie miejsce zajęło — Podlaskie, z wynikiem 111,9 proc. średniej krajowej. To województwo kojarzone dotąd przede wszystkim ze wsią i unijną pomocą.

Średnia krajowa to około 3500 zł miesięcznie na osobę. Dalej w rankingu uplasowały się Wielkopolska (106,1 proc.), Lubuskie (102,5 proc.), Śląsk (102,1 proc.) i Małopolska (100 proc.). Co zaskakujące, Dolny Śląsk — gospodarcza wizytówka południowego zachodu — osiągnął zaledwie 97,1 proc. średniej, a Pomorze 98 proc. Najniższe dochody odnotowano w zachodnim Opolskiem (2891 zł na osobę).

Kto oszczędza, a kto wydaje więcej, niż zarabia

Jeszcze wyraźniej mit ściany wschodniej podważa porównanie dochodów z wydatkami. Największą nadwyżkę — czyli najwięcej odłożonych pieniędzy — mają mieszkańcy Podlaskiego: +25,9 punktu procentowego. To znak, że tamtejsze gospodarstwa żyją wyraźnie poniżej swoich finansowych możliwości, mniej się zadłużając.

Na przeciwnym biegunie znalazł się Dolny Śląsk z deficytem na poziomie -17,2 punktu procentowego — mieszkańcy wydają tam zauważalnie więcej, niż oficjalnie zarabiają.

PKB to nie wszystko

Kluczowe jest rozróżnienie dwóch miar. W rankingach PKB na mieszkańca nadal dominują regiony z dużymi metropoliami i przemysłem. Jednak PKB mierzy m.in. zyski firm zarejestrowanych w danym regionie, które niekoniecznie trafiają do kieszeni przeciętnego mieszkańca. Dochody rozporządzalne pokazują natomiast, czym ludzie faktycznie dysponują na co dzień — i to właśnie w tym ujęciu wschód goni, a miejscami wyprzedza zachód.

Co napędza zmianę

Eksperci wskazują na kilka czynników. Po pierwsze — wieloletnie programy unijne kierowane do Polski wschodniej, które zasiliły drogi, uczelnie i infrastrukturę. Po drugie — podwyżki płacy minimalnej, które proporcjonalnie najbardziej podniosły dochody tam, gdzie zarobki były wcześniej najniższe. Po trzecie — transfery od osób pracujących za granicą, zasilające budżety rodzin w regionach o silnej emigracji.

Mit trwa, dane przeczą

Stereotyp ściany wschodniej powstał na podstawie realnych dysproporcji z lat 90. i początku XXI wieku. Dziś, jak pokazują dane GUS, granica ta coraz bardziej się zaciera. Nowym wyzwaniem stają się raczej różnice wewnątrz samych województw — między miastem a wsią, centrum a peryferiami — niezależnie od tego, po której stronie Polski leżą na mapie.