Lato to dla branży lotniczej szczyt sezonu — ale i moment, w którym coraz wyraźniej widać, że era tanich biletów może dobiegać końca. Na koszty przewoźników nakładają się trzy presje naraz: unijne regulacje klimatyczne, drogie ekologiczne paliwo i rekordowo wysokie ceny zwykłej nafty lotniczej.
Koniec darmowych uprawnień do emisji
Od 2026 roku w unijnym systemie handlu emisjami (EU ETS) całkowicie wycofano darmowe uprawnienia dla lotnictwa — linie muszą teraz kupować wszystkie pozwolenia na emisję CO₂ na rynku. Jak opisuje Rzeczpospolita, przewoźnicy od dawna apelowali o złagodzenie tych wymogów, ale Komisja Europejska nie zamierza się wycofać. Stowarzyszenie europejskich linii ostrzega, że rosnące koszty operacyjne nieuchronnie przełożą się na ceny biletów.
Drogie „zielone” paliwo
Do obciążeń ETS dochodzą obowiązki dotyczące zrównoważonego paliwa lotniczego (SAF). Unijne przepisy nakazują domieszkę SAF do paliwa — udział ten ma rosnąć w kolejnych latach — a samo paliwo kosztuje od dwóch do nawet pięciu razy więcej niż konwencjonalne. Jak wskazuje IATA, sama premia za SAF generuje dla całej branży miliardy dolarów dodatkowych kosztów rocznie, a podaż ekologicznego paliwa rośnie wolniej niż wymogi.
Rekordowe ceny nafty dobijają rentowność
W tle regulacyjnych sporów jest jeszcze jeden problem: zwykłe paliwo lotnicze drożeje w tempie, którego nikt nie przewidywał. Według IATA wzrost cen paliwa i napięcia na Bliskim Wschodzie sprawiły, że organizacja obniżyła prognozę zysku netto całej branży lotniczej na 2026 rok o połowę względem roku poprzedniego. Przy tak cienkich marżach przewoźnicy nie są w stanie wchłonąć dodatkowych kosztów — muszą je przerzucić dalej.
Pasażerowie zapłacą rachunek
Skutek odczują podróżni. Liderzy taniego latania, w tym Ryanair, zapowiedzieli już wzrost średnich cen biletów, a analitycy nie wykluczają, że na części tras podwyżki będą znacznie wyższe. Najbardziej narażone są połączenia tanich linii, których model biznesowy opiera się na bardzo niskich cenach bazowych — to one są szczególnie wrażliwe na każdy skok kosztów.
Branża ostrzega też przed efektem ubocznym: jeśli loty wewnątrz UE staną się wyraźnie droższe, część pasażerów zacznie wybierać przesiadki przez huby poza Unią — jak Stambuł czy Dubaj — gdzie europejskie regulacje środowiskowe nie obowiązują. Paradoks polega na tym, że dłuższe, przesiadkowe trasy oznaczają więcej spalonego paliwa i wyższe emisje, czyli efekt odwrotny do zamierzonego przez unijne przepisy.



