Czerwień na azjatyckich parkietach

Czwartkowa sesja na azjatyckich giełdach przyniosła głęboką wyprzedaż. Koreański KOSPI spadł o 5,81 proc., a w najgorszym momencie sesji tracił ponad 8 proc., co uruchomiło automatyczne wyłączniki handlu (circuit breakers) i wstrzymało obrót na 20 minut. Japoński Nikkei 225 zniżkował o 4,46 proc., a szeroki indeks MSCI Asia-Pacific (bez Japonii) stracił 3,07 proc.

Najmocniej oberwały spółki AI

Największe straty dotknęły firm z łańcucha dostaw dla sztucznej inteligencji. SoftBank Group — duży inwestor w sektorze AI — runął o 12,95 proc. Producent sprzętu do testowania układów Advantest spadł o 10,58 proc., a Tokyo Electron o 4,38 proc. W Seulu producent pamięci SK Hynix stracił 8,36 proc., a Samsung Electronics 5,3 proc. (w trakcie sesji nawet 8 proc.).

Skąd nerwowość

Bezpośrednim impulsem były sygnały zza oceanu: Apple i Microsoft ogłosiły podwyżki cen sprzętu, tłumacząc je rosnącymi kosztami pamięci i chipów. Rynek odczytał to jako dowód, że gigantyczne nakłady na infrastrukturę AI zaczynają przekładać się na ceny produktów — i że era finansowania ekspansji AI bez oglądania się na rentowność może się kończyć.

Jak ujął to cytowany przez Bankier.pl strateg Saxo Banku, „wyższe koszty wejścia i rosnące potrzeby finansowania sprawiają, że inwestorzy stają się znacznie bardziej selektywni w kwestii ekspozycji na sektor AI”.

Pytanie, którego rynek już nie odkłada

Obawy dotyczą rosnącej dysproporcji między nakładami a przychodami: najwięksi gracze zapowiedzieli setki miliardów dolarów wydatków na centra danych i procesory AI, podczas gdy zwroty z tych inwestycji wciąż trudno zmierzyć. Wcześniejsze korekty na fali AI bywały krótkotrwałe, ale tym razem presja pochodzi ze środka samego ekosystemu — rosnących kosztów chipów, energii i finansowania. To sprawia, że pytanie „kiedy AI zacznie na siebie zarabiać” wraca na rynki ze zdwojoną siłą.