Za niespełna dwa tygodnie przywódcy państw NATO spotkają się w Turcji. Polska jedzie tam z konkretną listą priorytetów.

„Jedność transatlantycka”

Jak podaje TVN24, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz za najważniejszy cel szczytu uznał potwierdzenie spójności Sojuszu. „Sojusz musi potwierdzić swoją jedność, swoją jedność transatlantycką, jedność państw europejskich ze Stanami Zjednoczonymi i z Kanadą" — powiedział wicepremier. To ma być, jego słowami, „mocny sygnał polityczny" w czasie, gdy bezpieczeństwo wschodniej flanki pozostaje pod presją.

Szczyt w Ankarze

Spotkanie zaplanowano na 7 i 8 lipca w Ankarze — to dopiero drugi w historii szczyt NATO w Turcji. Dla Polski, jako państwa wschodniej flanki, takie wydarzenia mają wymiar bardzo praktyczny: to moment, w którym deklaracje o wsparciu sojuszniczym mają szansę przełożyć się na konkretne zobowiązania.

Zbrojeniówka i rurociągi

Kosiniak-Kamysz wskazał też dwa konkretne cele. Po pierwsze — rozbudowa europejskiego przemysłu zbrojeniowego; Polska chce być „hubem produkcyjnym" i miejscem transferu technologii obronnych zza Atlantyku. Po drugie — sieć rurociągów paliwowych biegnąca z zachodnich Niemiec przez Polskę i Czechy aż po Litwę i kraje bałtyckie, która wzmocniłaby bezpieczeństwo logistyczne i energetyczne regionu.

Polska wśród liderów wydatków

W tle tych postulatów jest pozycja Polski jako jednego z liderów wydatków obronnych w Sojuszu. Jak zaznacza TVN24, Polska już spełnia uzgodniony w Hadze cel podniesienia nakładów na obronność do 5 proc. PKB — i to jako jedno z pierwszych państw NATO. To wzmacnia jej głos w rozmowach: kraj, który sam realizuje zobowiązania, ma większą wiarygodność, gdy domaga się ich od innych. Szczyt w Ankarze pokaże, czy apel o jedność znajdzie odzwierciedlenie w konkretnych decyzjach całego Sojuszu.